Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

sobota, 24 czerwca 2017 r.
Strona główna
Gra wstępna przed gwałtem? PDF Drukuj Email
10.06.2016.

                                        Gra wstępna przed gwałtem?

*„Odczytujemy grę”   *Poufność – czyli obłuda składa hołd szczerości *Gdy złodziej stawia warunki…                                   

*Im później – tym lepiej, czy gorzej? *Pora na „małą Ententę” *Dziwny dwugłos w wojskowym klubie                                    

   W języku sprawozdawców sportowych, tych od footballu, modne stało się wyrażenie „czytać  grę”: „Kowalski dobrze czyta grę” – co oznacza  po prostu, że Kowalski dobrze odgaduje intencje swych kolegów z  drużyny. My „odczytujemy  grę” nie tylko  Komisji Europejskiej, ale i samą tę Komisję „odczytamy” zaraz wedle jej intencji.

    Co do jej gry -  mamy drugie już jej ultimatum skierowane pod adresem polskiego rządu; tym razem napastnicy z  Komisji Europejskiej osłonili  jego treść  klauzulą „ poufności”, żeby bezczelność tego drugiego ultimatum nazbyt nie zirytowała Polaków. I tak jak „hipokryzja jest hołdem, jaki występek składa cnocie” – tak obłuda tej „poufności”   jest hołdem, jaki  niemiecka, hitlerowskiej chyba  proweniencji buta Komisji Europejskiej składa szczerości i transparentności. Bo czymże jest ta Komisja Europejska, jeśli nie niemiecką agenturą wpływów w Unii Europejskiej?... Tak odczytawszy Komisję Europejską – odczytamy teraz jej drugie ultimatum wobec Polski, tym razem upoufnione…  Przy okazji: klauzula poufności nie wiąże jednak rządu polskiego, jest tylko propozycją Komisji Europejskiej, by treści  ultimatum nie upubliczniać. Nie ma jednak  najmniejszego powodu, by rząd polski  zachowywał przed narodem w tajemnicy  treść tego ultimatum – dlaczego więc to robi?! Czyżby źle odczytywał prawdziwe intencje niemieckiej agentury wpływów w Brukseli wobec Polski? Czyżby liczył na to, że w przyszłości agresja ta osłabnie?...

    Bo wedle przecieków prasowych Komisja Europejska wprawdzie daje Polsce jeszcze dwa tygodnie na jakiś „kompromis” w sprawie Trybunały Konstytucyjnego, ale jednocześnie stawia warunek, by kompromis ten uwzględniał wszystkie żądania alimenciarza na utrzymaniu żony, ze Schetyną i Petru na kupę, więc na kupę wyjątkowo śmierdzącą zdradą Polski. Po kupie targowicko-rosyjskiej i kupie sowiecko-PRL-owskiej  byłoby to – tym razem – g… post -PRL-owsko-niemieckie. G… ciągle spodstolne, „resortowe”, sitewne - okadzane propagandową perfumą  przez żydowskie lobby polityczne, jak i zresztą  dwa poprzednie  łajna.

    Co oznacza ultymatywne żądanie, by rząd polski zawarł „kompromis z opozycją” w sprawie Trybunału, uwzględniający wszystkie żądania opozycji?

   Ktoś dokonuje skoku na nasz portfel, ale przyłapujemy go, chwytamy za rękę. Złodziej powiada natychmiast:  „Ach, przepraszam, oddam, oczywiście portfel, ale pod warunkiem, że  jego zawartość będzie moja”.

    I komisja Europejska żąda ultymatywnie, już po raz wtóry,  by taki „kompromis” ze złodziejem zawrzeć!... Taka jest właśnie treść najnowszego „poufnego ultimatum”, przesłanego rządowi polskiemu przez Komisję Europejską, niemiecką agenturę wpływów w Unii Europejskiej.

    Praworządność?...Państwo prawa?  Tere-fere-kuku! Niemiecki „Drang nach Osten” w nowym wydaniu, w wydaniu „euro”, bo „ wilk zmienia skórę, ale nie obyczaje”. Mówimy „Bruksela” – odczytujemy: Berlin. Mówimy „Komisja Europejska” – odczytujemy: niemiecka agentura wpływów.

  Jeśli dobrze „odczytujemy” intencję tej gry – chodzi o chroniczny szantaż z Brukseli, który da czas na wytworzenie w Polsce „atmosfery rewolucyjnej” z udziałem miejscowej agentury, czynników resortowo-spodstolnych i żydowskiego lobby politycznego, która to atmosfera rewolucyjna zrodzi prowokację polityczną o odpowiednim ciężarze gatunkowym, uzasadniającą wniosek o zastosowanie wobec Polski doktryny Breżniewa w wersji niemieckiej, to znaczy – w wersji klauzuli o bratniej, „solidarnościowej” (sic!)  pomocy, zapisanej w Traktacie Lizbońskim. Bronisław Komorowski ujawnił nawet (wymsknęło mu się bezwiednie z tego zniecierpliwienia?...),że „front walki” z rządem polskim rozszerzony zostanie już jesienią!…

   Jeśli rząd polski ukrywa przed opinia publiczną pełną treść najnowszego, jeszcze bardziej bezczelnego niż poprzednie ultimatum Komisji Europejskiej, więc Berlina – wolno sądzić, że podjął grę na warunkach  określonych w obydwu  ultimatach. Czyżby w nadziei, że im później- tym łatwiej będzie te warunki zdecydowanie odrzucić? Wolno sądzić, że jest dokładnie  odwrotnie: im szybciej rząd polski te warunki zdecydowanie odrzuci, łącznie z prawem Komisji Europejskiej do tego rodzaju  ingerencji w politykę polską, tym szybciej zlikwidowane zostaną skutki bandyckiego, złodziejskiego „skoku na Trybunał”, dokonanego w ostatnich miesiącach rządów grandziarzy z Platformy Obywatelskiej i Polskiego (?) Stronnictwa Ludowego.

   Tymczasem niektóre media angielskie informują, że cichcem, w tajemnicy przed opinią publiczną, Niemcy intensyfikują w ramach UE przygotowania do stworzenia „unijnych sił zbrojnych”. Unijne siły zbrojne to tylko pretekst dla wyemancypowania Bundeswehry spod NATO-wskiej kurateli, jakiej dotąd jest poddana. Żadne „unijne siły zbrojne” nie będą, rzecz jasna, w stanie stawić czoła potencjałowi militarnemu Rosji , wiec ich tworzenie i rozbudowa posłuży jedynie – poza wspomnianą emancypacją Bundeswehry  spod NATO-wskiej kurateli – jako pretekst do wypychaniu z Europy amerykańskiej obecności militarnej, po wtóre – do wzmocnienia sił dyscyplinujących słabszych członków UE , na wypadek zastosowania doktryny Breżniewa w wersji „euro”, czyli tego zapisu Traktatu Lizbońskiego, który umożliwia udzielenie „solidarnościowej pomocy”  unijnemu krajowi, w którym „zagrożona jest demokracja”. Wygląda na to, że „demokracja” na dziś już jest „zagrożona” na Węgrzech i w Polsce „tyranią” albo i „faszyzmem”, a co to będzie pod koniec roku?...

  A jakie jest właściwie stanowisko polskich władz wobec tych niemieckich prób dyscyplinowania manu militari słabszych państw europejskich? Czy na przykład w ramach „trójkąta wyszechradzkiego” albo i szerszej struktury nie powinniśmy już zacząć  tworzyć jakiejś „małej Ententy”, żeby „unijnym siłom zbrojnym” nie poszło zbyt łatwo w przypadku interwencji „w obronie demokracji”  na Węgrzech, w Polsce czy gdzie indziej? Indywidualna obrona terytorialna może nie wystarczyć, a co do naszej armii w obecnym  jej stanie dowódczo- kadrowym…hm.  Czy aby w takim smutnym przypadku nie dołączyłaby do brukselsko-berlińskich interwentów?... Fakt, że na pogrzebie „Łupaszki” nie było (ostentacyjnie?) ani jednego generała daje wiele do myślenia na temat mentalności obecnej kadry dowódczej wojska. Oczywiście, kadrę można wymieniać, ale nie jest to łatwe, gdy młodzi, zdolni, rozwojowi oficerowie nie skażeni mentalnością służalczą – jak płk Berdychowski – giną w tajemniczych okolicznościach po wizytach seryjnego samobójcy na początku długich weekendów… Jak gdyby jakaś niewidzialna ręka nieistniejących WSI czuwała nad „prawilnym” doborem i awansem w wojsku, eliminując z góry „elementy nieprawomyślne”…

   Psiakrew, nie jest dobrze. Ledwo na stadionie Legii (klub wojskowy)wygwizdano prezydenta Andrzeja Dudę – zaraz potem pojawił się potężny transparent z napisem: „KOD, PO, „Gazeta Wyborcza”, Lis, Olejnik i inne ladacznice – dla was nie będzie gwizdów, będą szubienice”. Proszę – taki kontradyktoryjny dwugłos w wojskowym klubie!  Kto gwizdał na Dudę  – a kto wywiesił ten transparent?...

    Wkrótce stuknie mi siódmy krzyżyk, ale zastanawiam się, czy nie zgłosić się na ochotnika do powstającej właśnie obrony terytorialnej, jako kapral podchorąży rezerwy. Może mnie jeszcze przyjmą?

                                                                                                     Marian Miszalski

 

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »