Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Strona główna
Cisza przed burzą, harcownicy dokazują PDF Drukuj Email
16.06.2016.

                                        Cisza przed burzą, harcownicy dokazują 

 *Brzydkie kaczątko i Talleyrand z kondoniarki *Agenda  szczytu NATO dziwnie poszerzona!

 *Wenecja:  agent BND  ukrył polskie dokumenty * Gdzie ten szmal... *Zmiana tytułu „GW”?                                   

        Bogactwo nie musi iść w parze z urodą, czego żywym przykładem Anna Applebaum, żona Sikorskiego, podobnie jak parciu na karierę nie musi towarzyszyć rozsądek, czego z kolei żywym przykładem jest jej mąż. W tym osobliwym związku łatwiej mi jednak zrozumieć „brzydkie kaczątko”, niż karierowicza, „kieszonkowego Talleyranda”, i to nawet nie z butonierki wyjętego, ale raczej z tzw. kondoniarki. Głupstwa wypisywane przez Appelbaum o Polsce dadzą się łatwiej wytłumaczyć jej zwyczajną niewiedzą (dość charakterystyczną zresztą dla środowiska, z jakiego się wywodzi), niż głupstwa wypisywane , wygadywane i wyrabiane przez Sikorskiego, które trudno wytłumaczyć czym innym, jak tylko wynaturzoną ambicją, odwrotnie proporcjonalną do charakteru. No i to jeszcze, że Applebaum – która wydaje się inteligentniejsza od Sikorskiego - może się jeszcze nauczyć, dowiedzieć, dokształcić, podczas gdy kariera polityczna Sikorskiego jest skończona, przynajmniej w Polsce. Nawiasem mówiąc: kariera Sikorskiego w dyplomacji dziwnie przypomina  karierę Tomasza Turowskiego w zakonie jezuitów…

   Dotychczasowa medialna „obróbka” polskich władz w mediach politycznie poprawnych nie dziwi i nie zaskakuje: to raczej ledwo uwertura do tego, co nas jeszcze czeka, gdy „walka klasowa” zacznie się zaostrzać, czego można się spodziewać już wczesną jesienią, po letnich kanikułach, wzbogaconych szczytem NATO w Warszawie i wizytą papieża Franciszka. Zresztą już w tej kwestii „puścił farbę” „hrabia co psy obrabia” bul-Komorowski zapowiadając „otwarcie nowych frontów walki” we wrześniu… Zważywszy, że jako jedyny (!) poseł  głosował w 2006 roku  w Sejmie przeciw rozwiązaniu komunistycznych Wojskowych Służb Informacyjnych – jest przez te „nieistniejące” dzisiaj służby zapewne  ogólnie orientowany co do przygotowanego scenariusza, zapoczątkowanego  aferą Trybunału Konstytucyjnego, która powinna być nazywana precyzyjniej: aferą sędziego Rzeplińskiego.

   Tymczasem pojawiły się informacje, że Obama i Kery, podczas lipcowego szczytu NATO w Warszawie „poruszą temat stanu praworządności w Polsce”. Oznaczałoby to, że ten „temat” stał się „agendą” szczytu NATO! To z kolei oznacza, że administracja Obamy szantażuje Polskę „podmianą rządzącej ekipy” -  przy pomocy tych przewrebowańców z Wojskowych Służb Informacyjnych, którzy będą się wysługiwać Waszyngtonowi za najtańsze pieniądze, za najniższą cenę. Za napiwki, a nawet za centy rzucane im do spluwaczki…  To ci, za których poręczał  Amerykanom izraelski  Mosad podczas czerwcowej konferencji MOST w Warszawie, w czerwcu ubiegłego roku.

  Tym bardziej należałoby oczekiwać od polskich władz, by jeszcze przed szczytem NATO w Warszawie, w odpowiedzi na umieszczenie przez Amerykanów tematu „praworządności w Polsce” na agendzie jego obrad – zadeklarowały  ze swej strony, że umieszczają  w tej „agendzie”  dwa inne  tematy: statusu Polski jako państwa przyfrontowego w ramach NATO (więc i stosownej pomocy finansowo-militarnej) oraz tematu zaprzestania przez władze amerykańskie wspierania żydowskich roszczeń majątkowych wobec Polski  jako żądań opartych na rasistowskiej interpretacji   prawa, która to interpretacja w państwach członkowskich NATO jest poważnym  zagrożeniem dla demokracji i praworządności…

   Być może, że umieszczenie tych dwóch tematów w agendzie szczytu NATO nic i tak nie da, ale- być może coś jednak da?... Warto sprawdzić, przetestować, a przynajmniej nie ułatwiać Barakowi i Kerry’emu politycznego szantażu. Ten szantaż zresztą powinien zreflektować poważnie Polonię amerykańską – wszak Obama udzielił pełnego poparcia kandydaturze Hilarii Clinton. Jakże więc Polacy mogliby głosować na demokratów?... Ci  wprawdzie straszą wyborców „nieodpowiedzialnym Trumpem”, ale są to te i takie same strachy na Lachy (i na Jankesy), jakimi straszono wyborców podczas kampanii Ronalda Reagana.

   Nawiasem mówiąc: trudno wyobrazić sobie gorszą dla polskich interesów prezydenturę, niż była prezydentura Clintona a będzie prezydentura  jego żony.

 Jeśli władze polskie będą tak ustępliwe i powściągliwe w sprawie rozszerzania „agendy” szczytu NATO – nie reagując na  pomysły doradców niedouczonego  Baraka – może się okazać, że do „agendy” wprowadzone zostanie przesłuchanie alimenciarza z KOD na utrzymaniu żony, albo odwołanego z Waszyngtonu ambasadora Schnepfa, czy zgoła Sikorskiego… Alicji Tytoń, albo Beaty Sawickiej… Że nie wspomnę już o „Bolku”, słynnym laureacie pokojowej  nagrody Nobla z Gdańska… Powiedzieć można: gdzie nie splunąć tam trafi się dzisiaj w jakiegoś kandydata na  „reprezentanta narodu”, wymagającego jedynie drobnego „lansu”  wiadomych mediów.

    Na razie wprowadzony do tzw.Komisji Weneckiej (do zlikwidowania w trybie pilnym) niejaki Thomas Merket, Belg  ( agent niemiecki?)  …ukrył przed 60-osobową  Komisją  najistotniejsze wyjaśnienia, nadesłane  o f i c j a l n i e  przez rząd polski w sprawie ubiegłorocznego „skoku” PO na Trybunał!... Wbrew stanowisku polskiego rządu grandziarze z Komisji Weneckiej  zrobili natomiast  z Suchockiej „honorową przewodniczącą” tej Komisji; przypomnę w tym miejscu, że Hanna Suchocka jako premier nazwała publicznie Porozumienie Centrum „organizacją antypaństwową”, co dało asumpt tajnym służbom do inwigilacji tej partii politycznej… Byłem wówczas członkiem PC i odebrałem to tak, jakby jakaś gówniara plunęła mi w twarz. Przy okazji: Hanna Suchocka obroniła doktorat z „demokracji w krajach socjalistycznych”…

   Jak więc widać: w tej  Komisji Wencekiej  - grandziarz na grandziarzu, agent na agencie, karierowicz na karierowiczu…

   Czy  aby nie tak, jak w gdańskim środowisku sędziowskim, zdemoralizowanym przez  łże-liberałów z Platformy Obywatelskiej?... Właśnie przypozwany do sądu w Warszawie Tomasz Arabski uznał, że lepiej   (przyjaźniej?...) przesłuchany zostanie w Gdańsku, wśród „swoich” i po raz kolejny  nie stawił się w warszawskim  sądzie. I tak dobrze  że nie zawinszował sobie, żeby przesłuchał  go raczej niezawisły sąd w Moskwie… No, powiedzmy, w Brukseli...

   Gdy zaś o harcach sądowych mowa – właśnie Trybunał, ale ten ze Strasburga, przypomniał sobie o torturach i  oprawcach ze Starych Kiejkutów, o 15 milionach dolarów „wziątki” -  i zażądał od władz polskich  przyśpieszenia śledztwa w tej sprawie, które toczy się już kilka ładnych lat, a przecież jest proste, jak drut: wystarczy przesłuchać Kwaśniewskiego i Millera! A tu jakoś nikt ich nie przesłuchuje. Jak w tej bajce o dziadku, babce, wnuczku i rzepce: „Tianut’ i tianut’, wytjanut’ nie mogut!”. Mniejsza już o odpowiedzialność sądową czy polityczną, bo  sprawa ani  moralnie, ani prawnie  nie  jest taka prosta – ale gdzie się podziała ta fosa? To przynajmniej warto by ustalić dla transparentności podobnych przepływów in spe… Z tych 15 milionów dolarów dałoby się na przykład podnieść wynagrodzenia pielęgniarkom z warszawskiego Centrum Dziecka, bez potrzeby drenowania kieszeni polskich podatników… Wiec – gdzie ten szmal?

   Szmalu nie poskąpił natomiast agent- filantrop- spekulant, który kupi ostatnio prawie 12 procent udziałów w koncernie „Agora”. Ratuje w ten sposób reputację finansową tej spółki, która straciła ostatnio państwowe „alimenta” reklamowe?... Niech ratuje, ale może wreszcie tytuł „Gazeta Wyborcza” zastąpi tytułem bardziej transparentnym – „Gazeta Żydowska”?

                                                                                       Marian Miszalski

 

                                                                                

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »