Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

sobota, 24 czerwca 2017 r.
Strona główna
Już nie bankiet PDF Drukuj Email
29.07.2016.

                                   

                                   Już nie bankiet, ale jeszcze nie schody

  „Skończyły się żarty, zaczynają się schody” – powiedział generał  Bolesław Wieniawa-Długoszowski, gdy towarzystwo opuszczało  nad ranem bankiet. Wieniawa, któremu przyprawiano chętnie gębę alkoholika i bawidamka ( a generał Sikorski oczernił go nawet przed Francuzami nazywając „morfinistą”…), był dwukrotnie  wysyłany jako oficer łącznikowy– podczas bitwy pod Stochodem – niemal na pewną śmierć, pod ogniem karabinów maszynowych, dział i granatów. „Nigdy się na nim nie zawiodłem, zawsze mogłem na niego liczyć” – powiedział Piłsudski wnioskując osobiście o jego nominację generalską. Był zresztą zwierzchnikiem adiutantów Piłsudskiego. Kronikarz pułkowy tak opisywał tamtą bitwę: „Ogień był tak gesty, że dym, kurz i pył uniemożliwiały widoczność na polu bitwy do  kilku kroków”…  W międzywojennym dwudziestoleciu Wieniawa-Długoszowski uczestniczył w wielu przedsięwzięciach dyplomatycznych, o wielkiej poufności. A jego bon-mot o „żartach i schodach” wszedł na trwałe do kultury polskiego języka. Jak i niektóre jego  tłumaczenia poezji francuskiej.

 … Tak mi się przypomniał ten bon-mot Wieniawy teraz, gdy Platforma Obywatelska pruje się jak stare prześcieradło: skończyły się konfitury, zaczyna się wewnętrzne mordobicie.

 Wiele wskazuje, że Schetyna – świadomy nieodwracalności kompromitacji obecnej  PO – pragnąłby podsunąć się pod PiS, chcąc zaoferować  w przyszłości PiS-owi to, co w 2005 roku (po wyborczym zwycięstwie PiS) PO pochopnie odrzuciła: koalicję. Wtedy PO wyspekulowała, że odmawiając PiS-owi koalicji zmusi go do związania się z Samoobroną i  Ligą Polskich Rodzin, więc do bardzo trudnej koalicji, a gdy ta rozpadnie się – Platforma Obywatelska ze spodstolnym PSL-em obejmie pełnię władzy. Tak też się stało, ale nowa rządząca koalicja PO-PSL okazała się jednym wielkim siedliskiem korupcji, prywaty i nieudolności władzy, korzystającym z  osłony spodstolnych mediów, z ich „propagandą sukcesu” w iście gierkowskim stylu i z ich propagandy nienawiści do prawicy w iście goebbelsowkim stylu.

   Dziś Schetyna, dla ratowania PO, zdaje się patrzeć w stronę możliwej w przyszłości koalicji PO z PiS-em, dla ratowania platformerskiego stanu posiadania, oczywiście – już bez szans na silną pozycję w takiej koalicji. Skończyła  się konsumpcja władzy pełną  paszczą  - zaczyna się czas zupy, może i z drugim daniem, ale już bez deseru, kawy, koniaku i cygar.

   Przeciwnicy Schetyny w PO – kieszonkowi talleyrandzi w rodzaju Kopacz czy Protasiewicza, bezwartościowi pyskacze w rodzaju  Niesiołowskiego czy Śledzińskiej-Katarasińskiej, partyjne ciasne móżdżki w rodzaju Szejnfelda, zwieszają się już tylko na Tusku, ostatniej nadziei  berlińskiej Targowicy (Berliner Targowitz?): że wróci do polityki gdy skończy się mu brukselska synekura, wróci na niemieckim (belgijskim) perszeronie, by przyciągnąć, zjednoczyć  i pociągnąć – namaszczony przez brukselskich komisarzy jako 120 procentowy europejczyk –  wszystkie te KOD-y, resztki PO, „Nowoczesną”  z żydowskim lobby politycznym na kupę.

   Ale Tusk… zbyt licha wełna jak na wiatr, wiejący przez Polskę i Europę… Tusk – ta tandeta polityczna, umykająca żałośnie przed  wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej ( o ile nie jej lekkomyślny „udziałowiec”), zmykająca  jak zając przed „aferą taśmową”, składający się jak scyzoryk prze „złotą Anielą”…  - to już postać skończona w polityce polskiej. Na szczęście. Może dostanie w nagrodę od Niemców jakąś „intratę” w dużym banku – stanowisko wiceprezesa?...Bo taki się utarł dziwny zwyczaj w unijnym kołchozie, że posłuszni lecz już zgrani „politycy” wynagradzani sa tłustymi posadami po zblatowanych z Bruksela bankach… Łapówka za dożywotnie milczenie?...

   Można zatem ostrożnie prognozować, że Platforma Obywatelska rozpadnie się wkrótce na dwie części.  „Schetynowcy” zachowają sobie uszczuploną  PO na lepszą  okazję w przyszłości – a rozłamowcy, „tuskowcy” – licząc, że piękny Donald zechce  powrócić do polityki po rychłym powrocie z Brukseli („złota Aniela” będzie go do tego zachęcać!) – zrezygnują póki co z własnej partii i  będą próbować stanąć na czele frontu „łże-liberałów zjednoczonych z lewicą”, złożonego z tychże „tuskowców”, KOD-ów, Nowoczesnej, popłuczyn palikotowych, za aprobatą i przy wsparciu żydowskiego lobby politycznego.( Najnowszy wywiad, jakiego Tusk udzielił  gazecie żydowskiej sprawia wrażenie, jakby kanclerz Merkel poleciła mu jednak powrócić do polityki, po powrocie do  Polski…).

Front dysydenckich  łże-liberałów z lewicą  byłby  dość dziwną hybrydą polityczną, targaną wewnętrznymi sporami i ambicyjkami politykierskimi ( i zapewne skłóconą na tle zagranicznej forsy, jaka dla tego frontu popłynęłaby…)- ale perspektywa wspólnego dojenia Polski, powtórki z rządów PO, żarcia pełną paszczą przy korycie władzy – może być, wbrew pozorom, bardzo silnym spoiwem tej formacji, kontynuującej sitewną „spodstolnośc” jako ideologię.

   Dla tej formacji, obawiam się, schody jeszcze na dobre się nie zaczęły, a żarty – jeszcze nie skończyły…

  Jednak kilka porządnie przygotowanych procesów i prawomocnych wyroków sądowych, bez liczenia się z jazgotem „GW” i TVN, odtajnienie zboru zastrzeżonego IPN, ujawnienie „Aneksu do Raportu o Likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych”  plus absolutny kres państwowych dotacji dla hucpiarzy („podskakiewiczów pod kulturę”) znakomicie przyśpieszyłoby wyjście spodstolnych grandziarzy z kończącego się właśnie bankietu – wreszcie na schody.

                                                                                                      Marian Miszalski 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »