Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Już nie bankiet PDF Drukuj Email
29.07.2016.

                                   

                                   Już nie bankiet, ale jeszcze nie schody

  „Skończyły się żarty, zaczynają się schody” – powiedział generał  Bolesław Wieniawa-Długoszowski, gdy towarzystwo opuszczało  nad ranem bankiet. Wieniawa, któremu przyprawiano chętnie gębę alkoholika i bawidamka ( a generał Sikorski oczernił go nawet przed Francuzami nazywając „morfinistą”…), był dwukrotnie  wysyłany jako oficer łącznikowy– podczas bitwy pod Stochodem – niemal na pewną śmierć, pod ogniem karabinów maszynowych, dział i granatów. „Nigdy się na nim nie zawiodłem, zawsze mogłem na niego liczyć” – powiedział Piłsudski wnioskując osobiście o jego nominację generalską. Był zresztą zwierzchnikiem adiutantów Piłsudskiego. Kronikarz pułkowy tak opisywał tamtą bitwę: „Ogień był tak gesty, że dym, kurz i pył uniemożliwiały widoczność na polu bitwy do  kilku kroków”…  W międzywojennym dwudziestoleciu Wieniawa-Długoszowski uczestniczył w wielu przedsięwzięciach dyplomatycznych, o wielkiej poufności. A jego bon-mot o „żartach i schodach” wszedł na trwałe do kultury polskiego języka. Jak i niektóre jego  tłumaczenia poezji francuskiej.

 … Tak mi się przypomniał ten bon-mot Wieniawy teraz, gdy Platforma Obywatelska pruje się jak stare prześcieradło: skończyły się konfitury, zaczyna się wewnętrzne mordobicie.

 Wiele wskazuje, że Schetyna – świadomy nieodwracalności kompromitacji obecnej  PO – pragnąłby podsunąć się pod PiS, chcąc zaoferować  w przyszłości PiS-owi to, co w 2005 roku (po wyborczym zwycięstwie PiS) PO pochopnie odrzuciła: koalicję. Wtedy PO wyspekulowała, że odmawiając PiS-owi koalicji zmusi go do związania się z Samoobroną i  Ligą Polskich Rodzin, więc do bardzo trudnej koalicji, a gdy ta rozpadnie się – Platforma Obywatelska ze spodstolnym PSL-em obejmie pełnię władzy. Tak też się stało, ale nowa rządząca koalicja PO-PSL okazała się jednym wielkim siedliskiem korupcji, prywaty i nieudolności władzy, korzystającym z  osłony spodstolnych mediów, z ich „propagandą sukcesu” w iście gierkowskim stylu i z ich propagandy nienawiści do prawicy w iście goebbelsowkim stylu.

   Dziś Schetyna, dla ratowania PO, zdaje się patrzeć w stronę możliwej w przyszłości koalicji PO z PiS-em, dla ratowania platformerskiego stanu posiadania, oczywiście – już bez szans na silną pozycję w takiej koalicji. Skończyła  się konsumpcja władzy pełną  paszczą  - zaczyna się czas zupy, może i z drugim daniem, ale już bez deseru, kawy, koniaku i cygar.

   Przeciwnicy Schetyny w PO – kieszonkowi talleyrandzi w rodzaju Kopacz czy Protasiewicza, bezwartościowi pyskacze w rodzaju  Niesiołowskiego czy Śledzińskiej-Katarasińskiej, partyjne ciasne móżdżki w rodzaju Szejnfelda, zwieszają się już tylko na Tusku, ostatniej nadziei  berlińskiej Targowicy (Berliner Targowitz?): że wróci do polityki gdy skończy się mu brukselska synekura, wróci na niemieckim (belgijskim) perszeronie, by przyciągnąć, zjednoczyć  i pociągnąć – namaszczony przez brukselskich komisarzy jako 120 procentowy europejczyk –  wszystkie te KOD-y, resztki PO, „Nowoczesną”  z żydowskim lobby politycznym na kupę.

   Ale Tusk… zbyt licha wełna jak na wiatr, wiejący przez Polskę i Europę… Tusk – ta tandeta polityczna, umykająca żałośnie przed  wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej ( o ile nie jej lekkomyślny „udziałowiec”), zmykająca  jak zając przed „aferą taśmową”, składający się jak scyzoryk prze „złotą Anielą”…  - to już postać skończona w polityce polskiej. Na szczęście. Może dostanie w nagrodę od Niemców jakąś „intratę” w dużym banku – stanowisko wiceprezesa?...Bo taki się utarł dziwny zwyczaj w unijnym kołchozie, że posłuszni lecz już zgrani „politycy” wynagradzani sa tłustymi posadami po zblatowanych z Bruksela bankach… Łapówka za dożywotnie milczenie?...

   Można zatem ostrożnie prognozować, że Platforma Obywatelska rozpadnie się wkrótce na dwie części.  „Schetynowcy” zachowają sobie uszczuploną  PO na lepszą  okazję w przyszłości – a rozłamowcy, „tuskowcy” – licząc, że piękny Donald zechce  powrócić do polityki po rychłym powrocie z Brukseli („złota Aniela” będzie go do tego zachęcać!) – zrezygnują póki co z własnej partii i  będą próbować stanąć na czele frontu „łże-liberałów zjednoczonych z lewicą”, złożonego z tychże „tuskowców”, KOD-ów, Nowoczesnej, popłuczyn palikotowych, za aprobatą i przy wsparciu żydowskiego lobby politycznego.( Najnowszy wywiad, jakiego Tusk udzielił  gazecie żydowskiej sprawia wrażenie, jakby kanclerz Merkel poleciła mu jednak powrócić do polityki, po powrocie do  Polski…).

Front dysydenckich  łże-liberałów z lewicą  byłby  dość dziwną hybrydą polityczną, targaną wewnętrznymi sporami i ambicyjkami politykierskimi ( i zapewne skłóconą na tle zagranicznej forsy, jaka dla tego frontu popłynęłaby…)- ale perspektywa wspólnego dojenia Polski, powtórki z rządów PO, żarcia pełną paszczą przy korycie władzy – może być, wbrew pozorom, bardzo silnym spoiwem tej formacji, kontynuującej sitewną „spodstolnośc” jako ideologię.

   Dla tej formacji, obawiam się, schody jeszcze na dobre się nie zaczęły, a żarty – jeszcze nie skończyły…

  Jednak kilka porządnie przygotowanych procesów i prawomocnych wyroków sądowych, bez liczenia się z jazgotem „GW” i TVN, odtajnienie zboru zastrzeżonego IPN, ujawnienie „Aneksu do Raportu o Likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych”  plus absolutny kres państwowych dotacji dla hucpiarzy („podskakiewiczów pod kulturę”) znakomicie przyśpieszyłoby wyjście spodstolnych grandziarzy z kończącego się właśnie bankietu – wreszcie na schody.

                                                                                                      Marian Miszalski 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »