Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 23 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Na Florydzie po grzybobraniu PDF Drukuj Email
15.09.2016.

                                                 

                                        Na Florydzie, po grzybobraniu

   Na Florydzie, wiadomo: gorąco i wilgotno. Powrzucali więc lód do szklaneczek z whisky. Emerytowany pułkownik nieistniejących  WSI, Edward M., dziś na garnuszku CIA, acz ze sporym „kapitałem własnym” (milion dolarów ukradziony z  FOZZ),  organizator spotkania, zagaił:

 - Jak panowie dobrze się orientujecie, po warszawskiej konferencji MOST, rok temu, mamy zlecenie  przygotowania alternatywnego scenariusza rozwoju sytuacji w Polsce. Wprawdzie nasi promotorzy z CIA i Mosadu patrzą nam na ręce, ale via facti  mamy przecież  pewną samodzielność… W jej ramach t udało się nam już stworzyć  i „nowoczesną partię”, i  „ruch obrońców demokracji”. To spore osiągnięcie, chociaż niektórzy z was kręcą nosem i na „Pietra”, i na alimenciarza. Ale, towarzysze, przepraszam –panowie -  pamiętajcie, że nie mamy zbyt wielkiego wyboru. Powinniśmy być wdzięczni kolegom z Mosadu, że za nas poręczyli Jankesom, no i że  nam przynajmniej tego alimenciarza wytrzasnęli…

 - Surowy, jak kartofel – rzucił emerytowany generał S. , reprezentujący dwa miliony dolarów ukradzione z FOZZ – Trzeba jednak od Żydów więcej wymagać!

 - Spokojnie, panie generale,  edukujemy głąba. Jak z „Bolka” zrobiliśmy prezydenta, to z niego nie zrobimy „lidera opozycji”?... Już jest odpowiednio edukowany i tresowany. A  koledzy z Mosadu, poprzez Sorosa, będą pompowali   forsę  w coraz to nowych „obrońców demokracji”.. . Niech pan jednak docenia nasz najnowszy sojusz z żydowskim partnerem.   „Chamy” , czy „Żydy” –ale znów jesteśmy razem. I to jest najważniejsze!

 -Znaczy,  wyszedłem na antysemitę? – ironicznie spytał S.

  Wszyscy wybuchnęli  śmiechem.

 -Proszę o powagę – pułkownik  Edward M. zagrzechotał kostkami lodu w  szklaneczce.- Stoimy jednak przed poważną decyzją: czy zachować odrębność  tej nowej partii od tego nowego ruchu, czy przystąpić  do tworzenia jednolitej formacji…

- Za wcześnie! – rzucił zdecydowanie  generał B., reprezentujący półtora miliona dolarów z FOZZ – Niech nasi obrońcy demokracji pokażą jeszcze we wrześniu i październiku, czy nie darmo ich karmimy. Niech się wykażą. 

- No tak – westchnął pułkownik Edward M. – Do porządnej, solidnej prowokacji z prawdziwym trupem jeszcze im daleko…

-Ba! I to nie z byle jakim trupem. Najlepszy byłby trup kwalifikowany: jakiś znany demokrata, nadto zabity przez policję podczas tłumienia manifestacji…

 Rozgorzała krótka debata:

- Nie musi być zaraz „znany demokrata”. Wystarczyłby zwyczajny „uczestnik manifestacji”…

- Gdyby jeszcze to był pederasta! Wzmocniłoby efekt.

 - Na trupa towarzysze, znaczy się – panowie - nie liczcie. Ich policja się teraz pilnuje.

- Ale chyba mamy jeszcze swoich ludzi w tej ich policji?

-Coraz trudniej o zaufaną kadrę… Odkąd Czesław nie żyje trochę się to wszystko rozłazi…

- A ja wam mówię: potrząśnijmy kiesą!

  Pułkownik Edward M. urwał ten spór:

-Wracajmy do naszych wydmuszek w kraju…

 - Właśnie. Na razie nie ma co ich naciskać – powiedział pułkownik K, reprezentujący wprawdzie tylko 400 tysięcy dolarów z FOZZ, ale ceniony jako analityk – Muszą mieć czas na podgrzanie atmosfery. I Bruksela czeka na odpowiedź w sprawie Trybunału… We wrześniu mają  zintensyfikować swe manifestacje i podnosić poprzeczkę prowokacji. I tak do wyborów prezydenta tu, w Ameryce .Na razie CIA nie pozwoli nam na głębszy manewr.

- Tak, zgadzam się z panem pułkownikiem – rzekł  generał B. – Nasz główny atak powinien nastąpić między wyborami prezydenckimi w Ameryce a końcem kadencji tego… jak mu tam? Rzępolińskiego?... Zdaje się, że kończy w połowie grudnia.

 - Nie wymięknie do tego czasu? – spytał pułkownik K.

-Chłopaki z Mosadu obiecują, że nie –odpowiedział podpułkownik C., reprezentujący tylko „ćwiarę” z FOZZ, ale na kontakcie z Tel-Awivem.- Trzeba by go uwzględnić w nadzwyczajnym funduszu gratyfikacyjnym.

- A co z tą Brukselą? – spytał przewodniczący naradzie pułkownik Edward M., zwracając się do prezesa Z., „delegata z kraju”, cywila, który nie załapał się już na FOZZ i wynagradzany był pośrednio; był na kontakcie  z BND.  – Za słabo naciska! Ja rozumiem, że ten parszywy Orban zablokuje sankcje wobec Warszawy, ale jak my damy Brukseli trupa – Bruksela musi natychmiast dać ostrą interwencję!

 -Panie pułkowniku, nie musi być przecież  zaraz trup, chociaż tak byłoby najlepiej. Niech by swymi manifestacjami zmusili  tylko  rząd w Warszawie do wprowadzenia stanu wyjątkowego, niechby  na terenie jednego czy dwóch województw! To już by było coś!

- No, to jest jakiś pomysł. Tak, trup byłby lepszy, ale jest trudniejszy w wykonaniu, niestety. A zatem podejmujemy decyzję: mają  tak manifestować, żeby sprowokować nadzwyczajne ustawodawstwo. Zgadzacie się, panowie?

  I dodał z ironicznym uśmiechem:

 - Poddaję pod demokratyczne głosowanie… Kto jest „za”?

 Wszyscy podnieśli szklaneczki. Potem wypili.

Przewodniczący spotkania dodał jeszcze:

 - Jak rozumiem, kolegów z CIA powiadomimy o dzisiejszym spotkaniu: „Pogłębialiśmy przygotowania do wariantu alternatywnego”. Kolegów z BND powiadomi pan prezes Z., a kolegów z Mosadu powiadamiać nie musimy, bo są pośród nas.

                                                                     ***

    Wszystko przez te pierwsze, sierpniowe  grzyby. Wiadomo: ciężkostrawne, i  sen po nich męczący, niespokojny. – Rzucałeś się we śnie, coś do siebie mówiłeś, dlatego cię obudziłam – powiedziała żona.

                                                                                                                  Marian Miszalski

 

 -

  

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »