Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 25 lipca 2017 r.
Strona główna
Taka, panie, kombinacja PDF Drukuj Email
28.03.2017.

                                  

    *Palikuta, Pietucha, Pijus, Szulckuc,Tamerlans:  rycerze  anty-PiS-owskiej  krucjaty                                                                   

               *Ulica i zagranica jako Targowica *  Najpierw Polexit, potem –Brześć!         

                                  Taka kombinacja: Pol-pot partią eurogitu

  Ustami „filozofa z Biłgoraja” ( w  dalszej części tego felietonu nazywał go będę „P a l i k u t ą”) przekazana została ostatnio  instrukcja dla „Nowoczesnej” (którą dalej nazywać będę                            „Z a p y z i a ł ą”) : powinniście się  p r z y ł ą c z y ć  do Platformy Obywatelskiej, iść  razem do wyborów samorządowych, a potem – do parlamentarnych, później od środka  „wygryźć” ze stołka Schetynę (którego  dalej  nazywał będę „Ł y s a w  y m  S z a t y n e m”) i jego ludzi. Wtedy, przy poparciu  KOD (który w dalszej części tego felietony nazywał będę „SMRODEM”) i PSL pod przywództwem (!) Kosiniaka-Kamysza (którego w dalszej części tego felietonu nazywał będę  „K o s i – k o s i- ł a p c i- p o j e d z i e m- d o -b a b ci”) można będzie nawiązać  w miarę równorzędną  walkę  wyborczą z PiS.

    Jest to więc pomysł, by zaprzęgnąć  stronnictwo pruskie (które w dalszej części tego felietonu nazywał będę P a r t i ą  F o l k s d o j c z ó w)  i stojący za nim kapitał niemiecki do bliskiej współpracy z bezpieczniacką wydmuszką, jaką  jest partia Petru (którego w dalszej części tego felietonu nazywał będę „Pietrem”, a po dłuższym zastanowieniu –„ P i e t u c h ą ”, postacią „głupka” z rosyjskich jarmarcznych teatrzyków). A jako że współpraca taka byłaby początkowo dość  trudna – głębokie rezerwy   kadrowe  SMROD-u rekrutowane z żydowskiego lobby politycznego wnet zgłosiłyby się w charakterze koncyliatorów, doradców, mediatorów i yntelektualystów, zajmując, rzecz jasna, eksponowane miejsca na listach wyborczych tego połączonego tworu politycznego ( który w dalszej części tego felietony nazywał będę Pol-potworem, albo jeszcze lepszym skrótem: P o l- p o t e m).

   Krótko mówiąc – jest to sposób na przywrócenie rodzimego  żydowskiego lobby politycznego do polityki polskiej, niezależnie od wpływów, jakie ma teraz w tej polityce ale tylko dzięki sile żydowskiego lobby politycznego  w Ameryce.

   Nawiasem mówiąc – nie dziwi, że P a l i k u ta  stręczy taki scenariusz zjednoczeniowy: i jego Ruchu-Ruchu było w swoim czasie krypto-trampoliną dla powrotu „kontynuacji puławskiej” (Żydy”) – we współpracy z „kontynuacja natolińską” („Chamy”) - do polityki polskiej.. .

…Taka więc, panie dzieju,  teraz kombinacja: Partia Folksdojczów  łączy się z Zapyziałą  Pietuchy, wchłania w siebie aktyw SMRODU i przyjmuje delegatów specjalnych  lobby żydowskiego, krasząc ten nowy organizm partyjny, Pol-pot, uzupełnieniami z kilku kanap lewackich. Rzecz jasna, w tym Pol-pocie  znalazłoby   miejsce i dla  samej Palikuty (honorowy Przewodniczący?). Do tak skleconego Pol-potu włączono by, oczywiście, także zgranych Europejskich Demokratów z obecnego Sejmu, co to z niejednego pieca już  gratowali . Nie mam wątpliwości, że dobre miejsce na liście poselskiej Pol-potu miałby także  Rozenek (jak pamiętamy: taki Wachowski przy Palikucie). Natomiast  „ludowcom” („Wujcio-ludowiec. Sprytny wałkoń”…- patrz Gałczyński) pod  ministrowiczem  Kosi-kosi-łapci-pojedziem- do- babci -  zaoferuje się ścisłe współdziałanie wyborcze i powyborczy  sojusz.

  Na razie wszystko zależy od tego, czy powtórka z grudniowego Sfajdanu (w maju, w 71 rocznicę przewrotu majowego?...) powiedzie się, czy nie powiedzie. Jeśli się powiedzie – ów Pol-pot powstanie szybko,  może jeszcze szybciej, niż powstała Zapyziała Pietuchy! Przyjdzie rozkaz i nie będzie miejsca na żadne tam  przepychanki… Jeśli zaś wiosenna  powtórka z grudniowego Sfajdanu się nie powiedzie – pozostanie mozolna praca rozmaitych agentur, aby zdążyć z tym Pol-potem  do najbliższych wyborów parlamentarnych .

   Tymczasem za Oceanem odbyło się oczekiwane ze zrozumiałym zainteresowaniem spotkanie prezydenta Donalda  Trumpa z kanclerzowi  Angelą  Merkel (którą w dalszej części tego felietonu nazywał będę Merkangelą). Informacje o przebiegu tego spotkania były nader skąpe, mniej więcej tak samo skąpe, jak informacje z wyjazdowych posiedzeń kolejnych polskich rządów w Izraelu. (Powiadają, że to żydowskie lobby polityczne w Ameryce  stoi za przeciwnikami Trumpa!) Obeszło się nawet bez uścisku dłoni na zakończenie spotkania – ho, ho, atmosfera musiała być syberyjska… Krążą plotki, że Trumpowi nie wystarczyło niemieckie zobowiązanie Merkangeli do zwiększenia wydatków na NATO, że zażądał uzupełnienia zaległości za wszystkie minione lata! - ale się nie doprosił.  Jednocześnie w Niemczech kandydatem na kanclerza z ramienia lewicy (Hitler też był socjalistą…) został Martin Schulz (mówią, że należycie  „ukorzeniony”!), polityczny karierowicz, arywista nawet  bez matury: gdyby nosił na łbie „kucyka” byłby nawet  fizycznie podobny do Kijowskiego ( dlatego w dalszej części tego felietonu będę go nazywał Szulckucem) . Czy lewica w Niemczech zacznie teraz podkręcać antyamerykańskie nastroje?... Na razie Szulckuc  zapowiedział ostrą  walkę z PiS-em… Możemy zatem znaleźć się w sytuacji dziecka, rozdzieranego na dwie strony, zwłaszcza, jeśli nie zdecydujemy się wymówić Traktatu Lizbońskiego, najlepiej pod pierwszym lepszym pretekstem, albo – jeszcze lepiej – pretekst taki sprokurować… Marszałek Piłsudski umiał to robić, znał różne sztuczki i tricki: gdy żądano od  Polski w latach 30-ych, by przestrzegała drobiazgowo  wszystkich międzynarodowych ustaleń  dotyczących mniejszości narodowych– zażądał, by to samo uczyniła natychmiast Francja. Francja natychmiast… przestała na Polskę naciskać.

   Herr  Dekan, szef  koncernu Ringier-Springer  już rozesłał swe mocno goebbelsowskie w treści instrukcje dla podległych temu koncernowi mediów w Polsce.  Co tu dużo mówić: nie wygląda to dobrze. Aferzysta i alkoholik  Juncker z Komisji Europejskiej (nazywać go będziemy  Pijusem),  czerwony, zawzięty  Tiemmermans (nazwiemy  go  Tamerlansem),  propaganda springerowska,  i jeszcze te pogróżki Szulckuca… - . Sadzę, że  marszałek Piłsudski w takiej sytuacji bezzwłocznie  wystąpiłby pod adresem Niemiec ze  stanowczym żądaniem podpisania z Polską nowego Traktatu – już nie tylko o „granicach i dobrosąsiedzkich stosunkach”, jak to nakazano ministrowi Skubiszewskiemu, z przeszłością  konfidenta, w roku 1992 - ale Traktatu Pokojowego, w którym Niemcy uznałyby bez zastrzeżeń polską własność na Ziemiach Zachodnich i uregulowały kwestie reparacji wojennych wobec Polski. A jak nie – to Polexit!  A potem – może Brześć dla Targowicy?

   Ale nie ma Dziadka,  zatem:  Palikuta, Łysawy Szatyn, SMROD, Kosi-kosi-łapci-pojedziem do babci, Pietucha,  , Pol-pot,  „Żydy” i „chamy” znów razem, a nadto „europejscy demokraci” i wyselekcjonowani  liderzy lewackich kanap atakować mają z  ulicy, a Merkangela, Szulckuc, Pijus, Tamerlans i herr Dekan z zagranicy.   Taka, mociumpanie,  kombinacja operacyjna!

     Jak to mawiali gitowcy za moich młodzieńczych lat: masz łeb i  ch… - to kombinuj!

   Cóż to jest bowiem  ta „opozycja totalna” w dzisiejszej  Polsce?  To „git”, tyle, że  pod szyldem „euro”. Eurogit.

  Sloganem Po-potu, gdy już powstanie, powinno być zawołanie: „Ten, teges, śmeges – ma być  gites”!

                                                                                                                Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »