Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 2 gości
środa, 16 sierpnia 2017 r.
Strona główna
Co widać we mgle? PDF Drukuj Email
07.06.2017.

                                             Co widać we mgle?    

            *Que sera sera… * Ukraina: Stećki czy Petlury? * Jeśli  szukasz gówniarzy…                                        

      Que sera sera…- co będzie to będzie, jak śpiewała Doris Day. Nie znam politologa, który odważyłby się przewidywać przyszłość Ukrainy… Słychać najrozmaitsze głosy: Rosja Ukrainie Krymu nie odda… Obecne wschodnie „obwody autonomiczne” zostaną wcześniej czy później włączone wprost  do Rosji… Nie, będzie im nadana forma quasi-państwowości, uzależnionej od Rosji… Ależ skądże, powrócą do Ukrainy gdy tylko Waszyngton i Moskwa porozumieją się względem Syrii… I tak dalej: spekulacje, przypuszczenia, prognozy – ale najprawdopodobniejsza wydaje mi  się taka prognoza, wedle której stan obecny jest stanem trwałym i trwać będzie do szalenie trudnego do wyobrażenia  przełomu w stosunkach Waszyngton-Berlin-Moskwa. Prowizorki bywają bardzo trwałe.  W tej mgle niewiele widać.

   Znamy jednak przeszłość, która w większej lub mniejszej mierze ale jednak określa przyszłość, znamy i teraźniejszość.

  W okresie rewolucji bolszewickiej i w latach 20-ych występowały pośród ludności ukraińskiej trzy tendencje polityczne: komunistyczno-żydowska orientacja włączenia Ukrainy do Sowietów, oraz dwie orientację  narodowe: „wielkiej Ukrainy” Bandery i Stećki ( „Lachy za San!”) i Petlury (Ukrainy mniejszej, współpracującej politycznie z Polską). Ciekawe, że to Rosjanie – najwięksi wrogowie niezależnej Ukrainy – przeforsowali w Jałcie tę  granicę na Sanie, pozostającą i  dzisiaj granicą polsko-ukraińską, z polskim Lwowem po ukraińskiej stronie… Dali Ukraińcom więcej, niż dawała  im koncepcja Petlury.

  W okresie II wojny światowej z dwóch ukraińskich orientacji narodowych pozostała już tylko jedna: ta, która wyraziła się w rzeziach Polaków, koncepcja banderowska. Jest ona nie tylko żywa w obecnej Ukrainie, ale doznaje nawet wzmocnienia w sporadycznych co prawda, ale jednak odzywających się tu i ówdzie głosach, że ukraiński jest także Przemyśl, a i Chełm Lubelski… Takich głosów nie można demonizować, ale nie można i lekceważyć, zwłaszcza w kontekście trzech okoliczności: że w Polsce przebywa już ok. miliona ukraińskich emigrantów zarobkowych, że kolejne rządy ukraińskich oligarchów  umizgują się do środowisk banderowskich i że polityka Niemiec (strategicznego partnera Moskwy) patrzy nader niechętnym okiem na politykę polską, opartą o politykę amerykańską i dążącą do reformy Unii Europejskiej  w kierunku jej decentralizacji – nie zaś pogłębiania dominacji niemieckiej w Europie.

   Dzisiejsza rzeczywistość polityczna Ukrainy to rządy oligarchów w oparciu o przechwycony majątek w drodze „transformacji ustrojowej”, czyli uwłaszczenia się bezpieczniaków i nomenklatury – nie bez udziału obcych służb tajnych. Pozornie może to wyglądać na „polityczna prowizorkę”, ale znów:  wiadomo nie od dzisiaj, że prowizorki bywają bardzo trwałe.

   Nie od rzeczy będzie zauważyć, że podczas II wojny światowej Ukraińcy poszukiwali swej szansy na niepodległy byt państwowy we współpracy z Niemcami. Dzisiaj nie ma wojny, trwa żarliwa  walka o pokój, a także dająca się zauważyć  narastająca rywalizacja Berlina i Moskwy contra Waszyngton  -  o to, czy Europa będzie niemiecko-rosyjska, czy jednak Amerykanie nie dadzą się wypchnąć z Europy i zachowają wpływ na bieg spraw europejskich. W tym pierwszym wariancie – którego wykluczyć nie można, zwłaszcza że już raz amerykański prezydent Barak  Obama poszedł w tym kierunku… - współpraca niemiecko-ukraińska mogłaby nabrać ponownie rumieńców, i z cała pewnością nie byłaby to współpraca przeciw Rosji, z którą Berlin łączy przecież strategiczne partnerstwo. Byłaby to współpraca przeciwko Polsce. Ba! Ona już trwa…

  Pamiętając, że utrata ziem wschodnich (dzisiejsze polskie Ziemie Zachodnie)przez Niemcy jest  obecnie  jeszcze nieprzezwyciężonym skutkiem przegranej przez Niemcy II wojny  światowe j- wolno wyobrazić sobie, że milion Ukraińców w Polsce może w przyszłości posłużyć  Niemcom jako „argument” ,instrument nacisku na Polskę, by rozluźniła swą państwowość na tych Ziemiach Zachodnich (regionalizacja?...) Na Śląsku działa już Ruch Autonomii Śląska – czemu nie miałby powstać  Ruch Autonomii Galicji Zachodniej?... Strategiczny partner Berlina, Moskwa, już dzisiaj posądzana o antypolskie prowokacje w Ukrainie-  nie byłaby chyba niechętna takiemu rozwojowi sytuacji?...

  Zapewne suwerenna Ukraina byłaby jedną z gwarancji niezależności Polski od Rosji, ale pod warunkiem, że byłaby to rzeczywiście Ukraina suwerenna.  Ani rosyjska, ani niemiecka… Nie jest to  nawet  warunek wystarczający, ale wstępny. Ukraina niemiecka, albo – jeszcze gorzej – niemiecko-rosyjska taką gwarancją już by nie była. Ukraina pod dzisiejszym zarządem żydowskim jest tylko  emanacją  przyszłej Ukrainy rosyjsko-niemieckiej.

  Oczywiście – są to wszystko spojrzenie we mgłę, a we mgle niedaleko i słabo widać, co nie znaczy, żeby we mgle zamykać oczy. Zwłaszcza, że wedle nasilających się informacji -  z „bezhołownej” Ukrainy idzie spory przemyt broni do Polski, i to nie broni osobistej, ale  cięższego kalibru. Nie brak opinii, że to dla agentury banderowskiej, nie brak i opinii, że to na potrzeby „drugiego puczu” po tym, jak nie udał się grudniowy  „majdan” pod Sejmem w wykonaniu „bezbronnych cywilów”…  Fakt, że ekspozytura polityki niemieckiej w postaci Komisji Europejskiej po raz drugi chce postawić „sprawę Polski” na swej agendzie pokazuje, że nie brak chętnych, by amerykański parasol ochronny rozwinięty póki co nad reformowaną wreszcie  Polską podziurawić, a nawet zniszczyć. To widać wyraźnie, mimo wszelkie mgły.

Tymczasem w KOD przeprowadzono zmiany kadrowe:  na górze Kijowskiego zastąpił  Łoziński. Zdaje się, że zmiany te pójdą w dół, „w teren”: najwyraźniej padł rozkaz, by przed drugą odsłoną puczu „spontanicznych cywili” zastąpili „pierwszorzędni fachowcy”. Czy to tylko przygrywka organizacyjna do wyborów samorządowych, czy także przejście na lepiej zorganizowane prowokacje i  zadymy w poszukiwaniu prawdziwego trupa, a nie tam jakiegoś pozera,  Diduszki?...

 Słychać, że red.Michnik,  „Żyd roku 1990” wedle nowojorskich klakierów, dziś czołowy politruk KOD,  objeżdża Polskę i nawiedza środowiska KOD-owskie, zagrzewając do walki i przestrzegając przed „rządami gówniarzy”, jak się kiedyś wyraził o kukizowcach. Ano, powiadają: „Si monumentum requris circuumspice” -  jeśli szukasz pomnika rozejrzyj się wokół. Ja bym mu doradził: jeśli szukasz gówniarzy, spójrz najpierw  po sobie.

 W każdym bądź razie we mgle wokół KOD widać ciągle to samo: pożytecznych idiotów, prowokatorów, b.bezpieczniaków. Teraz mgliste tumany  trochę się rozwiewają: zobaczymy więcej?                                                                                                 

                                                                                                               Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »