Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Strona główna
Na sanacyjną nutę PDF Drukuj Email
15.09.2017.

                                                                 

                                              Na sanacyjną nutę

„Cisza na morzu, wicher dmie, za chwilę bałwan odezwie się”… - pamiętam z dzieciństwa taką zabawę. Po tych słowach należało zachowywać jak najdłużej ciszę bo „tym bałwanem będzie ten, kto pierwszy odezwie się”… Cisza  przedłużała się więc męcząco, aż w końcu ktoś nie wytrzymywał, „pękał”…  - i zostawał tym  „bałwanem”, ku uciesze pozostałych!

Tak i w Unii Europejskiej dzisiaj, w związku z jej kryzysem na tle sprawy polskiej. Czy zbałwani się Komisja Europejska, postępując krok dalej w sprawie „sankcji” – czy może zbałwani się prezydent Andrzej Duda, postępując krok dalej w powstrzymywaniu jakże pożądanych  czystek sądownictwa i armii?... Cisza ma morzu – ale wicher dmie!...

Jak pamiętamy, marszałek Józef Piłsudski, doświadczony konspirator i jak najpoważniejszy wyznawca teorii spiskowej, przestrzegał: W czasie kryzysów strzeżcie się agentur!

 Korzystając zatem z „ciszy na morzu”, jaka zapadła po „burzliwej dyskusji w Brukseli” (chociaż wicher dmie: pan Timemermans w Brukseli ciągle straszy, TW  Boni  w PE zachęca do interwencji, fundacja „Otwarty Dialog”  - Otwarta Dupa?... - instruuje, jak zorganizować  uliczny przewrót,  ppłk  Mazguła otwarcie prowokuje, Żydzi  i szabesgoje z Czerskiej agitują, KOD już podmienia cywilów „fachowcami” etc.) -  sięgnąłem do mało znanych dzisiejszej opinii publicznej zwierzeń Marszałka. Jakże je lekceważyć, gdy sanacja życia publicznego jest jednym z priorytetów PiS?

 A że żona bywa czasem bardziej szczera od męża – przytaczam najpierw  słowa  Aleksandry Piłsudskiej („Wspomnienia”, Londyn,  Gryf Publications LTD, 1960):

„Myśl  o obronie państwa przed szpiegostwem, przed zarazą szpiegostwa, spędzała mężowi sen z powiek. Ale Sejm w walce z Piłsudskim skreślił 2 miliony złotych z funduszu walki ze szpiegostwem. Unia Obrońców Ojczyzny zebrała wtedy na ten cel prawie równoznaczną sumę i ofiarowała ją mężowi do dyspozycji”.

 Sprawa budżetu służb tajnych stawała więc publicznie na forum sejmowym! A jak jest dzisiaj? Jaki jest łączny i poszczególny budżet  siedmiu bodaj (czy już ośmiu?) tajnych służb dzisiejszej III RP? Nie, nie – nie dajmy się głupio oszukiwać, że to powinny być „budżety tajne”. Raz – że służby zawsze mają własne możliwości, by swe budżety tajnie powiększyć, dwa – że obce wywiady doskonale wiedzą, ile kto przeznacza na swoje służby i gdzie w budżecie ukrywa te wydatki … Natomiast obywatele mają prawo wiedzieć, ile publicznej forsy idzie na służby tajne – żeby oceniać efekty działania tych służb!

Niech nam rząd powie na przykład, jaki jest budżet ABW – bo efekty pracy tej agencji są… No, koń jaki jest, każdy widzi. A czemu to budżety pozostałych służb miałyby stanowić tajemnicę?...W tajemnicy to Kowalski może udawać Wiśniewskiego, albo Wiśniewski podsłuchiwać Kowalskiego – ale „za ile?” – z publicznych pieniędzy - to nie powinno stanowić żadnej tajemnicy publicznej. To powinno być ujęte w jawnym budżecie. Tylko wtedy  opinia publiczna głosami swych przedstawicieli powiedzieć może: „Czemu oszczędzacie na służbach w dobie kryzysu? Nie macie już na kim oszczędzać?” –albo, przeciwnie: „ Za co biorą taką ciężką forsę te darmozjady, gdy nawet w kryzysie niewiele  robią”?...

 Fundacja „Otwarta Dupa” może i jest inwigilowana przez tajne służby, ale jakoś nie powstrzymały jej od działalności antypaństwowej – a powinny.

Chcemy wiedzieć, ile kosztują nas tajne służby. Czy ma to być wiedza zarezerwowana dla cudzych, obcych służb?...

Aleksandra Piłsudska:

„Przenikanie obcych agentur w życie Polski w najróżnorodniejszych formach nieustannie trapiło mego męża (…) Tym silniej przejawiała się praca obcych agentur, kiedy przychodziło napięcie stosunków”.

Interesujące było przemówienie Piłsudskiego równo 90 lat temu, w 1927 roku, na kaliskim Zjeździe Legionistów (prawie wiek temu! Jakże pogorszyła się odtąd nasza sytuacja!):

„ Gdy przyszły historyk mieć będzie dostęp do  tajnych archiwów poszczególnych państw, wtedy ujawnione będą być mogły „dossiers”  agentów. Agentów określonych wedle ich ceny: ile kosztowali. W tych dossier znajdziecie nazwiska wielu znajomych. Uciekałem nie raz od moich bliskich pomocników, aby moje zamiary nie zostały wydane. Mogę powiedzieć, że system moich kalkulacji jako Naczelnego Wodza zawsze rozbijał się nie o co innego, jak o tę siłę obcych agentur, opłacanych przez obcych dla szkodzenia Polsce. Znajdowałem zawsze momenty upadku Polski,  gdy – proszę panów -  ludzie różnili się między sobą tylko tym, od kogo pensje brali . Ja, proszę panów, w Polsce pracuję nad obroną od szpiegostwa od czasu, kiedy Polska istnieje. Nigdzie bowiem tak łatwo i tak dokładnie nie rozpracowano pracy szpiegowskiej na całym świecie, jak w Polsce, i z tym stale i ciągle muszę mieć do czynienia”.

Być może dzisiaj ciężar „szpiegostwa” przesunął się bardziej w stronę agentur wpływu – zgodnie z demokratycznym upiorem naszych czasów -  ale agentura pozostaje agenturą: czy penetruje tajemnice państwa, czy wpływa na opinię publiczną.

W swoich wspomnieniach Aleksandra Piłsudska wymienia agenturalne rozpracowanie Polski przez jej „nieprzyjaciół” jako jedną z trzech przyczyn klęski wrześniowej. Nawet jeśli to przesada, to przecież znamienna…

Istnieje i lepka,  mroczna „szara strefa”, w której także czynni politycy ocierają się o agenturalność… Za „międzynarodowe kariery” lub „wspierane” kariery lokalne, niekoniecznie za bezpośredni  jurgielt w brzęczącej czy szeleszczącej monecie. Co jednak na to samo wychodzi… W takiej lepkiej, mrocznej sferze działał gen.Władysław Sikorski, gdy  w porozumieniu z rządem francuskim i rumuńskim przeprowadził swój zamach stanu po 17 września 1939 roku. Władysław Pobóg-Malinowski, autor monumentalnej „Najnowszej politycznej historii Polski” (ciekawe, że nie wznawiana nawet teraz, gdy PiS przeprowadza swą sanację!) pisze m.in.: „We Francji wolano, by w okresie wojny (zastąpmy słowo „wojna” słowem „kryzys w UE” – przyp.mój) reprezentował Polskę zespół ludzi  dobranych i protegowanych,  posłusznych i uległych w swym kompleksie niższości, niezdolnych do samodzielnego działania, lecz gotowych do spełniania wszelkich cudzych poleceń i wskazówek”.

I dziś we Francji - w Berlinie, w Brukseli, w Moskwie… -„wolanoby”, żeby w okresie kryzysu, i nie tylko, podobny zespół ludzi reprezentował Polskę. Dzisiejsi sanatorzy z PiS mają zatem podobny problem, z tym, że o ile generał  Sikorski jakby zrozumiał swe błędy po spotkaniu z Andersem, zanim wkrótce zginął  w Gibraltarze– dzisiejsza zdegenerowana opozycja totalniacka niczego nie zrozumie. Za głęboko pogrążyła się już w tej lepkiej, oślizgłej, mrocznej „szarej strefie” agenturalności rozmytej.

                                                                                                      Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »