Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

czwartek, 19 października 2017 r.
Strona główna
Czy Trybunał w Luksemburgu PDF Drukuj Email
24.09.2017.

                  Czy Trybunał w Luksemburgu jest „sądem sprawiedliwym”?

 Czy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu jest aby na pewno „sądem sprawiedliwym”?... Wybitny rzymski prawnik, Ulpian, definiował sprawiedliwość  jako „stałą i niezmienną wolę oddawania każdemu, co mu się należy”. Lecz – co się komu należy? Czy nie jest to także kwestia  bardzo subiektywnej oceny? Otóż taka ocena traci na subiektywności, a zyskuje na obiektywiźmie, gdy to, co się komu należy, wynika z dobrowolnie zawartej przez strony, jasno sformułowanej umowy.

Właśnie Trybunał luksemburski odrzucił skargi Słowacji i Węgier na prawomocność decyzji Komisji Europejskiej w sprawie relokacji uchodźców.  Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu wydaje się bardzo dalekie od sprawiedliwości, wręcz cuchnie werdyktem czysto politycznym.

Traktat Lizboński, w oparciu o którego zapisy Trybunał wydał swój werdykt, jest umową międzynarodową  mającą, doprawdy, niewiele wspólnego z „jasno sformułowaną umową”. Przeciwnie: każdy, kto przebrnął przez męczącą lekturę tego Traktatu porażony jest jego niechlujstwem prawnym, całkowicie nieprofesjonalnym przemieszaniem treści prawnych z treściami politycznymi, pojęć  jurydycznych z pojęciami politycznymi, nieostrymi, wieloznacznymi lub zgoła mętnymi.  Jest to niechlujstwo intencjonalne, zamierzona.Jest to traktat  polityczny – i prawo w tym traktacie podporządkowane jest polityce: interpretacji politycznej podporządkowano tu interpretację prawa.

Traktat Lizboński wprowadza między innymi dwie zasady: „zasadę przekazania kompetencji”  i „zasadę lojalnej współpracy”. Zasada przekazania kompetencji  deklaruje, że organa Unii Europejskiej mają tylko takie kompetencje, jakie przekażą im państwa członkowskie. Zasada lojalnej współpracy głosi, że państwo członkowskie musi powstrzymać się od działań, które mogłyby zagrozić  urzeczywistnianiu celów Unii Europejskiej.

Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu uznał, że Komisja Europejska ma prawo rozdzielać między kraje członkowskie „kwoty uchodźców” do obowiązkowego przyjęcia. Żadnego takiego zapisu nie ma w Traktacie Lizbońskim! Żadne z państw członkowskich nie przekazało (zasada przekazania) organowi Unii  Europejskiej (jakim jest Komisja Europejska) prawa do  narzucania kwot uchodźców do obowiązkowego przyjęcia. Na jakim zapisie  traktatowym oparł tedy Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu swe kuriozalne orzeczenie, niekorzystne dla Słowacji i Węgier?

 Oparł je na zasadzie lojalności głoszącej, że państwo członkowskie musi powstrzymać się od działań, które mogłyby zagrozić urzeczywistnianiu celów Unii Europejskiej. Ale wśród wymienianych w Traktacie Lizbońskim celów Unii Europejskiej nie ma również żadnego zapisu deklarującego, że jednym z celów Unii Europejskiej jest przyjmowanie uchodźców z innych krajów! Wyinterpretowanie takiego celu z ogólnikowych  traktatowych sformułowań o „prawach człowieka i obywatela” czy „solidarności społecznej”  nie miałoby nic wspólnego z prawem, w wszystko – z polityką….

I tak dochodzimy de sedna sprawy, do istoty absurdu, zawartego w orzeczeniu tego Trybunału:

- chociaż w Traktacie Lizbońskim nie ma ani słowa ani o takim celu Unii Europejskiej, którym byłoby przyjmowanie uchodźców z innych krajów, ani o żadnej kompetencji przekazanej przez państwa członkowskie Komisji  Europejskiej do narzucania kwot uchodźców – Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu uznał za cel Unii Europejskiej polityczną  doktrynę niemieckiej kanclerz Angeli Merkel. Niemiecka doktryna polityczna stała się w ten sposób… celem Unii Europejskiej, nigdzie nie zapisanym w Traktacie Lizbońskim, ale – jak widzimy – uznanym przez Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu! Stąd zasadne wydają się jak najpoważniejsze wątpliwości co do prawdziwego charakteru tego Trybunału: to nie jest „trybunał sprawiedliwości”, to organ stricte polityczny, polityczne narzędzie, w dodatku – w rękach niemieckich. Być może w kwestiach dla Niemiec obojętnych Trybunał ten orzeka sprawiedliwie, ale w kwestiach dla niemieckiej polityki istotnych orzeka w sposób urągający i prawu, i sprawiedliwości: bo przyjmując za jeden z „celów Unii Europejskiej” bieżącą niemiecką  politykę  i jej priorytety. Takiego „celu Unii Europejskiej” nie ma nawet w intencjonalnie niechlujnym i ogólnikowym Traktacie Lizbońskim.

 Ta kompromitacja Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, ten  jego „coming out” jako organu nie tyle wymiaru sprawiedliwości , co organu dyspozycyjnego wobec polityki niemieckiej  - jest poważnym ostrzeżeniem dla innych członków UE,  i  poważnym argumentem na rzecz radykalnej zmiany Traktatu Lizbońskiego, więc  i funkcjonowania Unii Europejskiej.

Gdy unijną „sprawiedliwość” definiuje nie ulpianowska zasada „stałej i niezmiennej woli oddawania każdemu, co mu się należy” w oparciu o jasne umowne lub traktatowe kryteria, ale europejska polityka niemiecka – nadto w strategicznym partnerstwie z putinowską  Rosją – myśl o „Brexicie” zyskuje coraz liczniejszych zwolenników także poza Wielką  Brytanią. Upowszechnia się świadomość, zwłaszcza w krajach Europu środkowej i wschodniej, że im bardziej UE staje się niemieckim rusztowaniem służącym budowie IV Rzeszy w łagodniejszej wersji -   Mitteleuropy XXI wieku - tym bardziej szukać trzeba oparcia w pozaunijnych strukturach, aliansach i przymierzach. Polityka niemiecka – bez względu na to, kto rządzi w Berlinie – jest bardzo wrażliwa na takie próby. Najlepszym dowodem – rozwijane od kilkunastu miesięcy  niemieckie natarcie polityczno-propagandowe (także z udziałem Komisji Europejskiej i  wkrótce, jak sądzę, wspomnianego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu )na rząd polski, zaangażowany w polityczny projekt Międzymorza. Ten projekt psuje niemiecką koncepcję  polityczną Mitteleuropy XXI wieku i dlatego rząd niemiecki Angeli Merkel czyni wiele ( tak „za granicą”, jak na polskich ulicach -przy pomocy BND-owskiej agentury), by PiS-owski  rząd premier Beaty Szydło zastąpić jakimś rządem „stronnictwa pruskiego”, Platformy Obywatelskiej: posłusznym, bezwolnym i usłużnym wobec Berlina.

Po 25 września ( gdy Merkel, jak wiele wskazuje, zachowa fotel kanclerski) wielu komentatorów w Polsce spodziewa się zmasowanego ataku politycznego ze strony niemieckiej na obecne polskie władze, z udziałem i Komisji Europejskiej, i Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, i niemieckich mediów, i – rzecz jasna – jakże rozbudowanej po 1989 roku niemieckiej agentury wpływu w Polsce. Zapewne i  finansowy grandziarz, „ filantrop” Soros nie poskąpi pieniędzy na nowe zadymy uliczne i „majdany”…  Właśnie Komisja Europejska przeszła do drugiego etapu ataku na Polskę, wyznaczając Warszawie miesięczny termin na zrównanie wieku emerytalnego sędziów i sędzin oraz na ograniczenie roli ministra sprawiedliwości w nominowaniu prezesów sądów. W obydwu przypadkach Komisja Europejska nie ma żadnego traktatowego upoważnienia do ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski: wtrąca się wyłącznie z powodów politycznych, wyżej wspomnianych. Tak właśnie odpowiedział KE polski rząd. Komisarze brukselscy grożą jednak – w przypadku niespełnienia ich iście bolszewickiego dyktatu – skierowaniem sprawy do Trybunału w Luksemburgu, którego orzecznictwo realizuje nie tyle sprawiedliwość, co niemiecką politykę…

Czy pierwszy od 1989 roku polski rząd, wolny od postkomunistycznych uzależnień i odporny na „europejską sprawiedliwość po niemiecku” przetrwa tę gorąco zapowiadająca się jesień? Sądzę, że tak, o ile nie zabraknie mu konsekwencji i odwagi w dotychczasowej linii politycznej, która nadal przysparza mu obywatelskiego poparcia, konfrontując naród polski z kurczącą się jednak powoli (jak pokazują sondaże) polskojęzyczną  „wspólnotą rozbójniczą”…

                                                                                                       Marian Miszalski

 
następny artykuł »