Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Strona główna
Akulturalna kultura PDF Drukuj Email
25.10.2017.

                                            Akulturalna kultura, albo bełkot nowoczesny

Jak to szybko poszło, jak to szybko idzie!... Jeszcze w początkach lat 80-ych wystawienie na rzymskim wernisażu szklanych fiolek z fekaliami „artysty” wywołało  skandal, ale nie minęło ćwierć wieku, jak tego rodzaju grandziarstwo upowszechniło się w świecie tzw. sztuki nowoczesnej… Jakich to już jaj nie robią sobie z podatników opłacani z ich pieniędzy „tfu (!)rcy”…

Od dłuższego już czasu Muzeum Sztuki Nowoczesnej  w Łodzi (finansowane, a jakże, z budżetu Ministerstwa Kultury)  przysyła mi zaproszenia na rozmaite „wydarzenia artystyczne”; po kilku wizytach w tym Muzeum nie miałem najmniejszych wątpliwości, że wszystko to hucpa, zadyma i chałtura, więc bywać przestałem. Zaproszenia przychodzą  jednak nadal. Dzięki temu skonstatowałem, że język owych zaproszeń, informujących o charakterze danego „wydarzenia” niepokojąco i systematycznie  ewoluuje w stronę kompletnego bełkotu. Jest to bełkot nowoczesny.

Ostatnio dostałem zaproszenie na spotkanie z artystą („Igor Krenz. Sanyofikacja”):  „którego prace opierają się na poszukiwaniach paradoksów tzw.nowych mediów. Na wystawie zestawione zostaną dwie prace, w których pozornie niewinny, znaleziony obiekt kultury staje się bazą dla eksploracji skomplikowanych zależności między abstrakcyjnym i figuratywnym, materialnym i niematerialnym, poezją i prozą, obiektem i tłem, a nawet sztuką i kuratorstwem”.

Od razu zastanowiło mnie, dlaczego ów „obiekt kultury”  jest „pozornie niewinny”, jeśli kryje w sobie taki potencjał „skomplikowanych zależności”, i to nawet między „materialnym a niematerialnym”?  A może  jest jednak  „winny”?  Winny – ale właściwie czego, jeśli „staje się bazą dla eksploracji skomplikowanych zależności”?… Trudno to pojąć – ale czytajmy dalej o tym „wydarzeniu”:

 Dowiadujemy się tedy, że artysta:  „znalazł i kupił stertę wypełnionych treścią i ilustracjami książek naukowych zatytułowanych <Morfologia matematyczna w teledetekcji>. Z ilustracji wyprodukował dziesięć filmów video, jedna rzeźbę, dwie instalacje, cztery obrazy oraz mural. W rezultacie ilustracje stały się pracami, a książka stała się katalogiem wystawy”.

 Zaciekawiło mnie, że „w rezultacie ilustracje stały się pracami”. To wcześniej nie były?... No i czy artysta nie mógł wyprodukować więcej filmów video, rzeźb, instalacji, obrazów i murali z tej sterty książek, zwłaszcza, że  „były wypełnione treścią i ilustracjami”? Dziwne.

 Dalej następuje jakby wytłumaczenie odbiorcy, o co w tym wszystkim chodzi artyście :

 „Mamy tu do czynienia z translokacją multiplikującą ale i wielopoziomową grą z tym, czym jest sztuka współczesna”.

Hm. Wiec właściwie – z czym? I czy jest  to gra wstępna? Czy może gra hazardowa? Jak to interpretować z punktu widzenia gender albo politycznej poprawności? A z punktu widzenia  hazardowych „multiplikacji” kasyn Las Vegas? A z punktu widzenia „skomplikowanych zależności między materialnym a niematerialnym”?... „Obiektem i tłem”?...Psiakrew, o co tu chodzi?

Dalsza część objaśnień do wystawy nie rozjaśnia nam żadnej kwestii:

 „Artysta pojęcia matematyczne przeplata z pojęciami postkonceptualnymi, a w rezultacie dowcipnie komentuje świat sztuki”.

Że wiele „przeplata”, to jasne, że „dowcipnie” – to nieporozumienie, chyba, że cały dowcip polegał na uzyskaniu „artystycznego” grantu… Czytajmy jednak dalej te objaśnienia do „sztuki nowoczesnej”:

-artysta „trafił na schemat układów scalonych telewizorów nieistniejącej już firmy Sanyo. Schemat okazał się być pełen problemów egzystencjalnych, odniesień do ciemnych stron rzeczywistości. Opowiadał tak o depresji, jak i stanach euforycznych”…

Odnoszę wrażenie, że „stany euforyczne” nie są obce i samemu artyście, a przynajmniej autorowi objaśnień do jego wystawy. Ale wreszcie jakby zbliżamy się do istoty  tej sztuki:

 „Artysta przyjął założenie, że telewizor to proces. Telewizor sprawia, że widzimy coś, czego nie ma”.

Wreszcie jakiś konkret, mizerny, ale jednak: w telewizorze  widzimy coś, czego nie ma…

I konkret następny: „Wystawa (…) związana jest z  szerszym  projektem badającym świat przy wsparciu kuratorskim Grupy Budapeszt”.

Kto wspiera „Grupę Budapeszt”  w jej „szerszym projekcie badającym świat” metodami postępującego bełkotu o sztuce nowoczesnej? – niestety, tej najciekawszej informacji program wystawy nam nie udziela. Czy aby  nie fundacja Sorosa lub jakaś  jej macka?...

Roman Guardini, w latach 20-ych ub.wieku kierownik katedry filozofii religii na Uniwersytecie Berlińskim, jest autorem terminu „akulturalna kultura”, którego proroczo użył już w latach 60-ych. Dostrzegając trendy marksistowskie w systemie zachodniego kształcenia, przybierającym wskutek  postępów upaństwowienia szkolnictwa charakter masowy lecz bardzo spłycony – właśnie tę płyciznę wykształcenia nazywał „akulturalną kulturą”. Przewidywał, że objawi się ona z cała mocą w obrębie sztuki, gdzie prymitywizm upowszechniać  się będzie poprzez show-business i chałturę wszędzie tam, gdzie finansowanie kultury przez państwo iść będzie w ślad za finansowaniem szkolnictwa. Wprawdzie nie napisał tego wyraźnie, ale dawał do zrozumienia, że będzie to efekt demokratyzacji społeczeństw nie ubezpieczonej sztywnym systemem wartości: wartości chrześcijańskich. Wedle tych przewidywań  – kultura  i język miały być pierwszą ofiarą upaństwowionego systemu kształcenia. A jako że system ten zaliczano do szeroko rozumianej „kultury” – „sztuka” czy „twórczość artystyczna”  i towarzyszący jej bełkot byłyby zatem ową  „akulturalną kulturą”, produktem masowej edukacyjnej darmochy i taniochy…

Gdy Guardini wprowadzał ten termin do swego piśmiennictwa – wystawa umieszczonych w probówkach fekaliów w muzeum rzymskim wywoływała jeszcze skandal, ale z biegiem czasu skandaliczność tego rodzaju prowokacji malała, a ich ilość –gwałtownie rosła. Potem pojawiły się „instalacje”, „konstrukcje w procesie”, „wydarzenia artystyczne” i „eventy”, w których przejawiała się „akulturalna kultura” z jej myślą coraz bardziej przewodnią: każdy może być artystą… A jeśli każdy – to problem tylko w tym, kto i jakim sposobem dopchnie się do państwowej galerii,  dotowanego z budżetu państwa czy samorządu  teatru, wydawnictwa. Bełkot – zaburzenie sensownej mowy i języka – musi towarzyszyć temu parciu na kasę.

                                                                                                       Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »