Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.
Strona główna
Kilka refleksji po katalońskim referendum PDF Drukuj Email
25.10.2017.

                                Na marginesie  katalońskiego referendum

   Zjednoczenie Niemiec, jak pamiętamy, wywołało u progu lat 90-ych ub.wieku polityczną reakcję kilku krajów miedzy Bałtykiem a Adriatykiem, która  przybrała  kształt projektu politycznego „Quadronale”, potem - „Pentagonale”, a  później – „Heksagonale”.  Czterem, pięciu, a potem sześciu państwom położonym  w tym międzymorskim pasie, a także  między Niemcami a Rosją (Austria, Jugosławia, Węgry, Włochy, Czechosłowacja, Polska) chodziło o stworzenie politycznej przeciwwagi dla rysującej się już niemieckiej dominacji  w Europie. Wprawdzie w strukturach Unii Europejskiej wpływy  niemieckie  były jeszcze  do zrównoważenia przez Francje, ale dzisiaj, po prawie 30 latach, trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości: to Paryż akomoduje do polityki Berlina, proporcjonalnie – jak się wydaje – do narastającej systematycznie  przewagi ekonomicznej Niemiec.

 Projekt  „Heksagonale” – którego  warunkiem zasadniczym był udział Jugosławii na południowej flance - został natychmiast storpedowany przez Berlin, który  wspierając gwałtownie i intensywnie niepodległość  Chorwacji i Słowenii doprowadził do rozpadu Jugosławii. Krwawym akordem tego rozpadu było oderwanie Kosowa od Serbii; na potrzebę politycznego uzasadnienia tej spiskowej secesji wymyślono nawet… naród kosowski!

Istniejąca dzisiaj Grupa Wyszechradzka, Inicjatywa Środkowoeuropejska  i współczesny projekt „Międzymorza” to słabe, ale ciągle żywe i racjonalne echa niezrealizowanego projektu  Heksagonale, jako próby przeciwstawienia się niemieckiej dominacji politycznej w Europie, niemieckiemu projektowi Mitteleuropy. Ten datujący się jeszcze z początków XX wieku  germanocentryczny pomysł polityczny zakładał (i nadal zakłada), że kraje Europy środkowo-wschodniej stanowić mają gospodarkę tylko peryferyjną i uzupełniającą wobec gospodarki niemieckiej, a Niemcy mają być kierownikiem politycznym tego obszaru.

Zważywszy na ustanowione niemal tuż po zjednoczeniu Niemiec  „strategiczne partnerstwo” między Niemcami a Rosją można przypuszczać, że po dwóch nieudanych niemieckich próbach militarnego zmarginalizowania wpływów Rosji w Europie – relacje niemiecko-rosyjskie powróciły do stanu określonego w pakcie Ribbentrop-Mołotow, ustalającym strefy  wpływów między Berlinem a Moskwą. Przyjęcie  Polski i krajów bałtyckich do NATO zakłóciło te relacje: Berlin nie może już oficjalnie wspierać rosyjskich wpływów w tych krajach, ale może nieoficjalnie wspomagać Rosję w wypieraniu amerykańskiej obecności z Europy. Niemiecki pomysł „europejskie sił zbrojnych” (od dawna postulowany przez Berlin) a ostatnio wspierany przez Paryż jest de facto pomysłem na wyprowadzenie Bundeswehry spod obecnej, NATO-owskiej (amerykańskiej) kontroli; niewątpliwie następnym krokiem byłoby żądanie przyznania Niemcom prawa do broni nuklearnej i stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Takie żądanie – balon próbny - było już zresztą zgłoszone przez Berlin kilka lat temu.

Polityczne ćwiartowanie Europy (rozpad Jugosławii, polityka „regionalizacji” w ramach UE, niemiecka powściągliwość w potępieniu rosyjskiej aneksji Krymu i utworzenia  „autonomicznych republik” w Ukrainie), więc postępująca  bałkanizacja Europy wybitnie sprzyja postępom niemieckiej hegemonii politycznej w Europie. Czy przypadkiem za Brexitem nie kryje się więc  głębsze dno polityki brytyjskiej? Czy Londyn nie poczuł się już  nie tylko nazbyt skrępowany, ale wręcz zagrożony  niemieckim kierownictwem w UE?  Czy Brexit nie oznacza wstępnie  angielskiego „stop” dla postępów tego kierownictwa?... I jakie będą dalsze i głębsze (niż bieżące spory o warunki Brexitu) konsekwencje dla Europy tego brytyjskiego „stop” ?...

Na tym tle kilka obserwacji  i refleksji nasuwa się w związku z próbą secesji Katalonii. Szczególnie ciekawe jest stanowisko Komisji Europejskiej, która powszechnie postrzegana jest jako  instrument Berlina.

Referendum katalońskie było całkowicie bezprawne  na gruncie prawa hiszpańskiego, a nadto przeprowadzone w warunkach chaosu odbierających mu jakakolwiek wiarygodność. I chociaż Komisja Europejska „miękko” uznała jego bezprawność – to „twardo”  przestrzegła rząd hiszpański, by nie stosował  na dalsza metę siły… Oznacza to, że Komisja Europejska dostrzegła bezprawie, ale wezwała do  tolerowania tego bezprawia przez państwo hiszpańskie.  A przecież nie jest to drobne bezprawie, jakieś marginalne naruszenie prawa i praworządności – ale bezprawie godzące w integralność i suwerenność Hiszpanii!… Jeśli zderzyć  teraz tak tolerancyjne wobec katalońskiego bezprawia stanowisko Komisji  Europejskiej z jej  nieprzejednanym stanowiskiem wobec legalnych reform prawa w Polsce – nasuwa się od razu pytanie: skąd ta obłuda Komisji Europejskiej, te podwójne standardy? Odpowiedź , że z niemieckiej inspiracji nie wydaje się przesadna. Podobno w gabinecie kanclerz Merkel wisi portret Katarzyny Wielkiej: gwarantki chaosu i bezrządu w Polsce…

Bałkanizacja Europy – to jest wyraźny już dzisiaj cel polityki niemieckiej. Udana secesja Katalonii zachęcałaby do secesji… -może kraj Basków? Może Korsykę?... Może Bretanię?...A może  nawet i Alzację?...  W Polsce od kilku już lat istnieje na Śląsku tzw. Ruch Autonomii  Śląska. Jeszcze nie przebrzmiały echa katalońskiego referendum – gdy wniosek o rejestrację złożyła Śląska Partia Regionalna. Na razie nie ma jeszcze mowy odrywaniu Śląska od macierzy, ale od autonomii do secesji droga nie jest daleka.

Na razie wspólna polityka Węgier i Polski zapobiegła innemu niebezpieczeństwu: masowemu napływowi imigrantów. Warto to podkreślać, bo początkowo Węgry i Polska poddawane były brutalnym naciskom ze strony Brukseli (mówimy Bruksela, myślimy Berlin). Dzisiaj wydaje się, że lekkomyślna (jak twierdzą jedni) czy zimno skalkulowana (jak chcą inni) polityka migracyjna kanclerz Merkel odchodzi w przeszłość: żadnych „kwot osiedlenia” nie będzie. Ale niemieckie tendencje dyskryminacyjne wobec słabszych państw UE nadal są obecne: KE forsuje więc nadal „status pracowników delegowanych”, eliminujący konkurencję transportową tych państw w obszarze UE, a także z podejrzanym uporem godnym lepszej sprawy wtrąca się w regulacje prawne dotyczące Puszczy Białowieskiej, wykorzystując Trybunał w Luksemburgu, w którego niezawisłość polityczna, doprawdy, mało kto wierzy… Najbardziej niebezpieczne dla Polski wydaje się jednak trwające zaangażowanie Komisji Europejskiej w blokowanie reformy sądownictwa w Polsce pod pretekstem, iż narusza ona „praworządność i demokrację”. Tymczasem- wręcz przeciwnie: utrzymywanie się obecnego statusu quo w polskim wymiarze sprawiedliwości (niezlustrowane sady poza wszelką kontrolą konstytucyjnych organów państwa!) sprzyja temu „bezrządowi i anarchii”, które tak chętnie gwarantowała w Polsce  caryca Katarzyna. Nie sama przecież – bo wespół z Fryderykiem pruskim… Rosyjsko-niemieckie „strategiczne partnerstwo” ma swoją  długą tradycję, dłuższą niż to, które nawiązał z Putinem kanclerz Schroeder.

                                                                                            Marian Miszalski

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »