Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
niedziela, 21 października 2018 r.
Strona główna
Dobry żard tynfa wart PDF Drukuj Email
03.04.2018.

                            

Dobry żart tynfa wart

                                            … Więc żartujemy!

Podczas spotkania z przedsiębiorcami  metropolita łódzki JE abp Grzegorz Ryś zażartował:  Jestem tutaj  chyba przedstawicielem najstarszej  „firmy”, bo istniejącej od 2 tysięcy lat, która w dodatku zaczynała bardzo skromnie, bo w skromnej szopce-stajence…                                                                                     Można dodać –  żartem, oczywiście – że jeszcze starsza „firma”, bo licząca 4 tysiące lat, zaczynała jeszcze skromniej, bo od  biblijnego płonącego krzaka, w którym Pan Bóg objawił się Mojżeszowi. Ciągle żartując można spytać krotochwilnie, czy ta starsza firma-krzak  pomogła tej młodszej wyjść z kłopotów finansowych po aferze banku Ambrosiano i na jakich warunkach?... Dobry żart tynfa wart, zatem kontynuujmy. Czy te „firmy” są dzisiaj konkurencyjne, czy może od konkurencji przechodzą do współpracy? – to może być dowcipny wątek, a zwłaszcza żartobliwe dywagacje, czy może między nimi dojść do spółki z kapitałem wspólnym, do joint  venture? Można –cały czas żartobliwie -  pytać, co która  z „firm” wniesie do tego interesu i nawet zadać dowcipne pytanie, czy  coroczne „Dni firmy starszej” organizowane w  „firmie młodszej” są na razie  formą reklamy tej pierwszej, czy już  formą przejmowania części udziałów?... No i,  oczywiście ( co sobie żałować żartów!) – czy ta nowa spółka joint-venture byłaby spółką z ograniczoną odpowiedzialnością?...Do tego  żartobliwego  pytania zachęca zresztą inne niedawne spotkanie: spotkanie dyskusyjne  JE metropolity łódzkiego  z argentyńskim rabinem, którego nazwiska zapomniałem, podczas którego obydwaj  czcigodni dyskutanci zgodzili się, że „Żadna religia nie ma monopolu na prawdę”. Powstaje wesołe pytanie, całkowicie żartobliwe, czy każdy z nich wierzy w Prawdę, którą  głosi, czy też dopuszcza myśl, że głosi  nieprawdę? To, rzecz jasna, nie koniec  wesołych żartów, a chyba dopiero początek.  Można przecież i spytać, czy inspiracja i zachęta  dla takiego demonopolizowania  Prawdy płynie od Chrystusa („Ja jestem prawdą”), czy  od faryzeuszów, co to przekupili żołnierzy przy grobie Pańskim by kłamali , czy może od włoskiego komunisty Antoniego Gramsciego?...  A dowcipkując dalej  można  pytać, czy aby na pewno istnieje zło i dobro, czy na pewno Jezus Chrystus umarł  na krzyżu dla naszego zbawienia      ( a trzeciego dnia zmartwychwstał!) - czy może to wszystko to tylko zabawne, archaiczne i niemodne  kwestie , których współczesnym europejczykom, ukorzenionym w „starszej firmie” połączonej w joint  venture z „młodszą firmą” ,  nie wypada traktować  poważnie?  Ach, żarty mogą nie mieć końca, ale czy to co złego? Chyba nie, jeśli przykład  idzie z tak wysoka? „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał- cóż ze mnie za kapitan?”  - pyta poważnie, egzystencjalnie jedna z postaci Dostojewskiego, a my zapytamy, oczywiście żartobliwie: jeśli religia chrześcijańska nie ma monopolu na prawdę – jakiż z metropolity łódzkiego abp Rysia  metropolita?... Ciągle żartując w zaproponowanej konwencji wolno i spytać: czy także niedawne spotkanie JE Rysia  z red.Michnikiem było spotkaniem ekumenicznym czy handlowym? Czy będzie wkrótce otwarta jakaś sieć wspólnych sklepików, „galerii” lub   centrów dialogiczno-handlowych?...

Jak już żartować, to żartować („Jak wam się żyje, towarzysze kołchoźnicy? – zażartował towarzysz Stalin. – Znakomicie – zażartowali kołchoźnicy”). Fuzja obydwu firm, starszej i młodszej, w globalny, ponadnarodowy  koncern J&Ch („Jewery and Christianity Limited Corporation?), gdzie w skład Zarządu Menadżerskiego wchodziłby zarówno Papież i Kuria Rzymska, jak  pan Ronald Lauder ze Światowego Kongresu Żydów wespół z panem Georgem  Sorosem i delegowanymi przez Mosad rabinami, dawałaby wreszcie solidne podstawy pod globalną, nowoczesną  ekspansję takiego koncernu na dotąd  niepodbite rynki, gdzie dominują jeszcze takie lokalne, archaiczne  firmy, jak Islam Corporation  czy Budda Manufacture, posługujące się przestarzałymi technologiami  i logistyką, nie odpowiadającymi na potrzeby współczesnego konsumenta, a nadto zaprzeczające czelnie, iżby były firmami handlowymi!

 Wprawdzie Wojciech Młynarski przestrzegał kiedyś: „Czyśmy się czasem nie zanadto ostatnio rozdokazywali?” – ale było to w czasach ponurej komuny. Dzisiaj nie ma żadnego „zanadto” bo żyjemy w wesołych czasach przyjemnej konsumpcji , pośród której „weseli żyją dłużej”. Nie zdziwiło mnie zatem, że w łódzkiej Atlas Arenie JE metropolita łódzki podrygiwał wesoło tańcząc na estradzie ku uciesze zgromadzonej na inaugurację rekolekcji młodzieży. Czy była to reklamowa próbka towaru „chasydyzm”, czy co innego -  trudno mi powiedzieć, bo wyczerpuje mi się poczucie humoru a przypomina Aleksander Kwaśniewski z kampanii wyborczej, tańczący na estradzie by podchlebić  się gawiedzi. Toteż z wielką powagą  odnotowałem fakt, że do Radomska przybył rabin z grupką żydowskiej młodzieży celem upamiętnienia „likwidacji radomszczańskiego getta” z przemówieniem, w którym oskarżył polskich chłopów o wymordowanie 200 tysięcy Żydów podczas wojny. Przemówienie rabina miało być tłumaczone na język polski podczas wspólnego spotkania „ku pamięci”, lecz gdy burmistrz Radomska zapoznał się z jego treścią – odmówił współuczestnictwa w tej propagandowej hucpie. Najciekawsze, że wobec tego rabin  - jak rasowy politruk - skonsultował się z izraelskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych, które surowo nakazało mu nie zmieniać  ani na jotę  przygotowanego przemówienia. Także i burmistrz Radomska skonsultował się z polskim MSZ i odmówił współuczestnictwa w hucpie, wobec czego przybyli z rabinem Żydzi  „upamiętniali” osobno, a  delegacja magistratu -osobno. Na koniec  burmistrz nieco wymiękł: żeby wynagrodzić  jakoś rabinowi „gadanie do obrazu”   polecił przeprowadzenie w szkołach Radomska „pogadanek o holocauście”… Miejmy nadzieję, że z dobrowolnym uczestnictwem młodzieży, a nie, jak kiedyś, na akademiach ku czci sowieckiej rewolucji – przymusowym?  Bo to złośliwi powiadają, że wkrótce przedmiot „holocaust” stanie się obowiązkowy w szkołach i będzie ważniejszy od historii Polski.... Nie jest to wykluczone, gdy sam  wicepremier i minister kultury Gliński  „kuca” przed byle  politruczką  z lokalnej wkładki żydowskiej gazety w Łodzi, a nowy minister spraw zagranicznych w swym sejmowym expose ani się zająknie na temat polityki polskiej względem wrogiego  Polsce Izraela. Gliński – w ramach żartów? – poinformował nawet ostatnio opinię publiczną, że „800 lat współżycia Żydów i Polaków to był okres wzajemnej miłości”. Zważywszy, że ponad 90 procent Żydów jeszcze w międzywojniu nie mówiło po polsku – musiała to być szczególna miłość… Skąd  minister  Gliński czerpie swą wiedzę - bo chyba nie z historii stosunków polsko-żydowskich?...A tu: bach! Z inspiracji żydowskiego lobby w Ameryce 59 senatorów napisało liścik do premiera Morawieckiego przynaglający do posłuszeństwa względem przedsiębiorstwa holocaust: postillon d’amour?...

                                                                                                    Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »