Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
środa, 19 grudnia 2018 r.
Strona główna
Problem pozostał PDF Drukuj Email
13.06.2018.

                            

  *Wróg większy i mniejszy * Nie przekupywać, a bić po łapach! * „Bibi” szuka frajerów                    

                           Problem pozostał, będzie narastał –  co dalej?

 Powoli opada fala medialnych komentarzy związanych ze stosunkami polsko-żydowskimi, wywołana amerykańską ustawą 447 i towarzyszącymi jej uchwaleniu żydowskimi atakami na Polskę. Fala komentarzy opada- ale problem będzie narastał. Zwłaszcza, że całkowicie wzięła w łeb dotychczasowa narracja „osłonowa” – o rzekomo dobrych stosunkach żydowsko-polskich, w tym – izraelsko-polskich. 

Rozwój wydarzeń pokazał, że spośród dwóch sojuszników Ameryki - Polski i Izraela – sojusznik żydowski jest dla władz amerykańskich  znacznie ważniejszy, niż sojusznik polski. Jednak obydwa te sojusze można nazwać sojuszami egzotycznymi, wedle  koncepcji Stanisława Cata –Mackiewicza, który sojuszem egzotycznym nazywał takie sojusz, w którym utrata suwerenności przez jednego sojusznika nie  stwarza większego problemu dla drugiego. Nawet gdyby Polska straciła byt państwowy  - Ameryka pozostałaby tym, czym jest; podobnie, gdyby przestał istnieć Izrael – Ameryka pozostałaby takim mocarstwem, jakim jest. A jak to wygląda „na odwrót”? Gdyby przestała istnieć Ameryka jako mocarstwo – Izrael nie przetrwałby chyba nawet roku, mimo posiadania broni nuklearnej; to już bezbronna Polska przetrwałaby chyba dłużej...

Jako sojusznik Ameryki przegraliśmy tę niedawną konfrontację naszej racji stanu z żydowskim koncernem holocaust w Ameryce i wspierającym go Izraelem, też sojusznikiem Ameryki.  Przegraliśmy tę konfrontację nie z powodu siły państwa Izrael, ale z powodu siły żydowskiego lobby politycznego w Ameryce, wspierającego ten złodziejski koncern, które korumpuje finansowo amerykańskich polityków. Powiedzieć można, że mamy dwóch wrogów: wroga większego, czyli żydowskie lobby polityczne w Ameryce i (od 2011 roku-powołanie przez rząd Izraela agencji rządowej HEART dla wspierania żydowskiego koncernu holocaust w Ameryce) – państwo Izrael jako wroga mniejszego.

Na działalność żydowskiego lobby politycznego w Ameryce nie mamy większego ani bezpośredniego wpływu. Mamy jednak bezpośredni wpływ na stosunki z państwem Izrael, tym wrogiem mniejszym.

Z wrogiem nie przyjaźni się… - z wrogiem się walczy.

W jaki sposób, w aktualnych realiach, możemy walczyć z „wrogiem mniejszym”, z państwem Izrael? Pomijam kwestie związane z bezprawną okupacją terytoriów palestyńskich, gwałceniem przez Izrael rezolucji ONZ w tej sprawie, ludobójstwa dokonywanego na Palestyńczykach, sprzecznego z konwencjami międzynarodowymi posiadania broni nuklearnej przez Izrael – więc kwestie do nieustannego podnoszenia na forach międzynarodowych. Pomijam nie dlatego, iż uważam, że władze polskie działają tu dobrze, przeciwnie – uważam, że działają fatalnie basując – zamiast potępiać – izraelskiej polityce na Bliskim Wschodzie, ale pomijam dlatego, że nawet takie pożądane atakowanie Izraela byłoby działaniem pośrednim. Mnie natomiast idzie o konkret: jak polskie władze mogą samodzielnie, w zakresie swoich możliwości, walczyć z tym wrogiem mniejszym?

Przede wszystkim należałoby właśnie zdefiniować Izrael jako wroga mniejszego, a żydowskie lobby polityczne w Ameryce – jako wroga większego. I zacząć naszą obronę przed żydowskim wrogiem od walki z tym słabszym.

Zamiast dotychczasowego przekupywania przyczółków wroga w Polsce hojnym subwencjonowaniem z polskiego budżetu rozmaitych żydowskich instytucji propagandowych w Polsce – należałoby tę politykę całkowicie odrzucić. Zamiast beznadziejnych prób „ocieplania wzajemnych relacji” – należałoby najpierw relacje te zamrozić na obecnym poziomie, a następnie schładzać je do jak najniższej temperatury. Z wrogiem się walczy – nie brata. W istniejącej dzisiaj sytuacji (wrogość Izraela –agencja HEART!) nie ma na przykład powodu, by utrzymywać stosunki dyplomatyczne z Izraelem na poziomie ambasad. Z bardziej błahych powodów Turcja i Republika Południowej Afryki wydaliły ostatnio izraelskich ambasadorów. Pozostawienie stosunków dyplomatycznych na poziomie konsulatów (lub reprezentowania Izraela przez ambasady innych krajów) leży całkowicie w gestii polskich władz i byłoby właściwą odpowiedzią na wrogość państwa Izrael wobec Polski. Likwidacji ulec mogą – także bezpośrednią decyzją polskich władz – dotychczasowe bezprecedensowe przywileje udzielone w Polsce Żydom ( olbrzymie dotowanie żydowskich instytucji propagandowych z budżetu, polityka „przywracania obywatelstwa” Żydom, którzy się go zrzekli, „renty” dla Żydów ocalałych z niemieckich masakr, lub natychmiastowa likwidacja kuriozalnego, absurdalnego i politycznie szkodliwego dla Polski urzędu „pełnomocnika rządu RP ds.kontaktów z diasporą żydowską” ( co przecież leży w gestii premiera!). Systematyczne schładzanie stosunków z państwem Izrael  i likwidacja żydowskiego uprzywilejowania w Polsce  wydaje się polityką właściwszą wobec wroga-szantażysty, niż próby przekupienia go. Zwłaszcza, że apetyt wroga-szantażysty wzrasta w miarę uległości władz RP: już z 65 miliardów dolarów zrobił 300! Und morgen ganze Polen? Dzisiejszy żydowski szowinizm ma wiele wspólnego z wczorajszym, niemieckim.

Oczywiście, potrzebna jest także państwowa polityka historyczna. Ale nie ta, dzisiejsza, fałszująca historię wzajemnych relacji polsko-żydowskich rozdętymi do rozmiarów mitów i legend opowieściami o skromnych w rzeczywistości przypadkach Żydów, którzy zachowywali się jak obywatele polscy, ale ta prawdziwa, akcentująca obojętność lub wrogość Żydów wobec Polski w dziejach ich tutejszej obecności.

Nie znam przypadku w historii, by jakieś państwo obroniło się przed wrogiem… udając jego przyjaciela. Wróg to ktoś, kto oczekuje kapitulacji, nie przyjaźni. Judeopolonii - a nie „Polski jako przyjaciela lub sojusznika”. Wroga, owszem, można niekiedy przekupić, by zadowolił się czymś mniejszym – ale nawet wtedy wróg musi mieć świadomość, że przeciwnik nie ulega bez walki, że walka będzie kosztować. Bardzo drogo.

Właśnie polityka polska – po ostatnich wydarzeniach w relacjach polsko-żydowskich – powinna w drodze faktów dokonanych, cierpliwie i metodycznie, uświadamiać - najpierw wrogowi mniejszemu, potem większemu – że ta wojna z Polską będzie go drogo kosztować. Coraz drożej. Drożej, niż sądzi.

Nasi „strategosi” rządowi mają jak dotąd całkiem inne podejście do tego politycznego problemu: „Wojna? Jaka wojna? Nie ma żadnej wojny, jest nieporozumienie pośród przyjaciół… Wystarczy wytłumaczyć przyjacielowi, że niesłusznie chce nas ograbić na te 65 czy 300 miliardów dolarów w majątku nieruchomym, a przyjaciel z pewnością zrozumie, przeprosi i obieca, że już więcej nie będzie”…

   Tymczasem podczas wojny nie należy czynić nic, czego życzyłby sobie wróg- poucza historia – a także uderzać w słabsze ogniwo  wroga.   

 …A tu premier Izraela „Bibi” Netanjahu  rozpoczął wizytę w UE, której celem jest nakłonienie (ciekawe, jakimi „argumentami”…) Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii do przyłączenia się do amerykańskich sankcji wobec Iranu. Doskonała okazja dla polskich władz, by oświadczyć, że w interesie Polski, krajów „trójmorza” i biedniejszych krajów Europy nie leżą żadne sankcje wobec Iranu, a i owszem – wobec Izraela jak najbardziej.

                                                                                                                  Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »