Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 24 sierpnia 2019 r.
Strona główna
Kokieteria cokolwiek bezczelna PDF Drukuj Email
18.03.2019.

                     

*„Makaron” proponuje „renesans” *Zakalec z rodzynkami *Paryż rozkłada nogi, Berlin poczeka?

                                Kokieteria cokolwiek bezczelna

   Zwany w Polsce „Makaronem” prezydencik Francji „stracił okazję by siedzieć cicho”(wedle pamiętnego określenia b. przydenta Francji, Chiraca, w odniesieniu do Polski…) i zadeklarował chęć „odrodzenia Europy”. Jego deklaracja to klasyczny bełkot politycznej nowomowy, z którego próżno by wnioskować,  czy to „Europa” – czy tylko „Unia Europejska” miałaby się „odradzać”, no i odradzać się z czego – ku czemu… Do „Makarona” jak ulał pasują słowa Napoleona o pewnym generale; zapytany, dlaczego awansował go na tak wysoki stopień, Cesarz odrzekł: „Wyniosłem go tak wysoko, żeby lepiej było widać jego małość”.

   Ale w polit-bełkocie „Makarona” (jak w zakalcu rodzynki) ukryte są  trzy propozycje, zdradzające charakter tego proponowanego „odrodzenia”. Są to zakamuflowane oferty adresowane do Berlina.

 Pierwsza – to „lepsze bezpieczeństwo” Europy. Wprawdzie nie bardzo wiadomo, czy chodzi tu o ochronę granic UE przed napędzaną przez Izrael emigracją młodych mężczyzn z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, czy o bezpieczeństwo militarne UE – ale właśnie ten brak konkretyzacji wskazuje, że chodzi o to drugie bezpieczeństwo. Bo to pierwsze nie wymaga dzisiaj żadnych nadzwyczajnych kroków, tylko dobrej woli. To drugie natomiast wymagałoby stworzenia europejskich sil zbrojnych, oczywiście z udziałem Niemiec, no a militarny „wsad” niemiecki w takie „euro-siły” nie byłby już kontrolowany przez Waszyngton (obecnie pod tą kuratelą jest cała armia niemiecka). Ten niemiecki „udział wojskowy” byłby zatem poza NATO-wska kontrolą… „Makaron” zaoferował zatem Berlinowi odrodzenie niezależnej Bundeswhery.

   Także druga oferta „Makarona” skierowana jest do Berlina. „Makaron” proponuje mianowicie utworzenie Europejskiej Agencji ds.Demokracji. Jest to propozycja utworzenia Euro-Gestapo, policji politycznej, która pilnowałaby krajów UE, by nie wierzgały przeciwko: demokracji w ogóle, a demokracji w rozumieniu niemiecko-francuskim w szczególności. Jest więc to projekt zinstytucjonalizowanej Euro-Cenzury, jedynie słusznej Euro-Ideologii i Euro-Represji. Tego, czego z niejakim trudem pilnują teraz „niemieckie owczarki” w Komisji Europejskiej (np. niezreformowanego sądownictwa w Polsce) – pilnowałaby teraz specjalna Agencja Europejska ds.Demokracji.”Makaron” zaoferował zatem Berlinowi odrodzenie gestapo.

   Nie ulega wątpliwości, że te dwie propozycje „Makarona” leżą w interesie Niemiec.

  Gorzej z propozycją trzecią, i właśnie ta trzecia oferta spotkała się z szybką niemiecką ripostą, w postaci odpowiedzi udzielonej niemal natychmiast „Makaronowi” przez nową przewodniczącą CDU (namaszczoną jednak wcześniej na to stanowisko przez „złotą Anielę”) - Annagret Kramp-Karrenbauer.

  Ta trzecia oferta „Makarona” to „mutualizacja długów”. Pod tą cokolwiek dziwną nazwą ( mutuel – z francuskiego: wzajemny) kryje się więc coś na kształt „wzajemnego ubezpieczenia długów” lub „wzajemnej pomocy w długach”. Zważywszy, że nie Portugalia, Włochy, Grecja czy Hiszpania – ale     w ł a ś n i e  F r a n c j a  jest najbardziej zadłużonym krajem w UE – sprawa staje się oczywista: „Makaron” zgadza się na niemieckie siły zbrojne wyjęte spod amerykańskiej kurateli i na polityczne Euro-Gestapo dla krajów członkowskich UE  – ale pod warunkiem, że Niemcy utrzymywać będą Francję…

  Najwyraźniej Berlin uznał jednak, że za utrzymywanie Francji „Makaron” oferuje  zbyt mało, albo, że i bez pomocy Francji Niemcy zbudują sobie wcześniej czy później własną niezależną armię i utworzą Euro-Gestapo. Dość, że przewodnicząca CDU odpowiedziała „Makaronowi”: To są bardzo ciekawe propozycje, do rozpatrzenia, ale pod warunkiem, że Francja zgodzi się, by jej miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zajął przedstawiciel… Unii Europejskiej!

  Bo i w rzeczy samej: dlaczegoż by utrzymanka miała reprezentować utrzymującego ją dobrodzieja?. Czyż nie byłaby to z jej strony – owszem, bardzo kokieteryjna, ale jednak - bezczelność?...

  Zarysowałaby się w ten sposób taka oto sytuacja: Francja przeszłaby na utrzymanie Niemiec, w zamian zrezygnowałaby ze swego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na rzecz Unii Europejskiej (więc de facto: Niemiec, które utrzymywałyby Francję…), Niemcy zyskałyby wreszcie niezależne od NATO-wskiej kontroli własne siły zbrojne oraz dostały europejską policję polityczną w postaci owej Europejskiej Agencji ds.Demokracji, więc Euro-Gestapo – ewentualnie do wspólnego zarządzania z Paryżem.

   Takie to „dogowory” prowadzone są na osi Paryż-Berlin, podczas gdy Polsce lud ekscytowany jest wyborami do Parlamentu Europejskiego, statutowo (traktatowo!) bezzębnego i impotentnego ciała politycznych masturbantów, uczestniczących w udawaniu, że Unia Europejska jest czymś innym, niż niemieckim pomysłem na rządzenie Europą, a przynajmniej jej środkowo-wschodnim obszarem.

   Wydaje się, że jeśli już – to nie z Francją (nawet, a zwłaszcza jako niemiecką „utrzymanką”) będzie Berlin rozmawiał poważnie i przede wszystkim, ale z Moskwą. Już rozmawia… A nawet dzisiejsze strategiczne partnerstwo Niemiec i Rosji wydaje się silniejsze, niż wewnątrzunijne partnerstwo Paryża i Berlina.

   Niemcy wyciągają wnioski z historii – Francuzi trwają przy „zdobyczach rewolucji” z XVIII wieku… Żelazny kanclerz i prawdziwy twórca siły Niemiec, Bismarck, pouczał, że Europą Niemcy mogą władać tylko z pomocą i we współudziale z Rosją.

  Niemcy wezmą Francję nie wtedy, gdy ona kokieteryjnie rozłoży im nogi ale wtedy, kiedy same zechcą.

  Powiadają mądrzy ludzie, że każda siła polityczna dąży do realizacji możliwych granic swej siły; może nie każda, ale niemiecka – na pewno. I żydowska – ciekawe podobieństwo - ale to już inna historia…

                                                                                                                          Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »