Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

Odwiedza stronę 1 gość
sobota, 24 sierpnia 2019 r.
Strona główna
Bruksela PDF Drukuj Email
16.07.2019.

                                             

                            Bruksela: Berlin i Paryż wzięły wszystko 

Jak zwykle, gdy w grę wchodzą gigantyczne euro-synekury – obserwowaliśmy w Brukseli „kły i pazury”. Polscy eurokraci nie wyszarpali wiele, ot, tyle co kot napłakał, ale w ramach propagandy sukcesu niektóre prorządowe media przedstawiły to jako kolejny sukces. Przyda się na jesienną kampanię wyborczą… Wprawdzie niemiecki owczarek z belgijskiej hodowli, p.Timmermans (nazywany w Brukseli przez dziennikarzy „Ciężkim Zadkiem”) przepadł w „uzgodnieniach”, ale frau von der Leyne w roli przewodniczącej Komisji Europejskiej może być dla Polski groźniejsza, niż niemiecki owczarek z belgijskiej hodowli: jest ona wszak z rodzimej, niemieckiej hodowli! Chociaż jako minister obrony wykazywała się podobno nieudolnością, ale przecież była popierana przez samą kanclerz Merkel: dlaczego? Właśnie dlatego, że idą czasy, gdy szef Komisji Europejskiej będzie musiał słuchać Berlina i służyć Berlinowi jeszcze gorliwiej, niż „niemiecki Belg”. W porównaniu z „Ciężkim Zadkiem” frau Leyne – mimo swej nieudolności – ma zatem zaletę lepszego popychadła, a nadto – co nie bez znaczenia – jako b.minister obrony Niemiec ma z pewnością lepsze, bardziej bezpośrednie kontakty z niemieckim wywiadem, niż „Gruby Zadek”. Nie jest to bez znaczenia…

Niemiecka łapa położona na Brukseli stanie się zatem jeszcze cięższa…

Tymczasem Francuzi (gigantyczny, monstrualny dług publiczny i imponujący deficyt budżetowy!) zrobili deal z Niemcami, którzy pozwolili im obsadzić stanowisko szefa Europejskiego Banku Cntralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem osobą dobrze szczwanej Krystyny Lagarde. Ten bank emituje euro, a jak powiadał mądry założyciel fortuny Rotschildów: „Kto emituje pieniądz, ten ma władzę” (stąd amerykańska Rezerwa Federalna - raptem kilka banków na krzyż, w tym żydowskie – jako emitent dolara może ustawiać sobie bezkarnie amerykańskich prezydentów). Pani Lagarde była już we francuskim rządzie kolejno ministrem gospodarki, przemysłu i finansów, potem ministrem rolnictwa i rybołóstwa, wreszcie ministrem handlu – widać, że może „być wszystkim” – zanim została szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego z pensją ok.600 tysięcy euro rocznie. Chociaż wlecze się za nią smród podejrzeń o korupcję (w związku z „prywatną komisją arbitrażową” jaką powołała, a która przyznała niejakiemu Bernardowi Tapie, szemranemu przedsiębiorcy z wyrokiem, 403 miliony „rekompensaty” od rządu francuskiego po aferze Credit Agricole) – sprawę umorzono, poprzestając na stwierdzeniu, że było to z jej strony tylko… „zaniedbanie”. Jaka jest prowizja od takich „zaniedbań”, z kim można się nią podzielić i w jakich proporcjach – tego, oczywiście, nie ustalano. Dodajmy, że ów Tapie był założycielem Lewicowej Partii Radykalnej i sprawował nawet w socjalistycznym rządzie operetkowy urząd „ministra ds. miast”. Dodajmy i to, że madame Lagarde jako młoda, dwudziestoparoletnia dziewczyna zaczynała karierę pracując w Ameryce dla kongresmana Wiliama Cohena, o żydowskich korzeniach: jak się wydaje- promotora jej dalszej kariery.

Ciasny i cuchnący jest  światek establishmentu rządzącego eurokołchozem…

Tak więc Niemcy i Francuzi podzielili się władzą w Brukseli, lokując swych posłusznych przedstawicieli na dwóch kluczowych stanowiskach; reszta jest dekoracją i pozorem. Wskazuje to, że raczej nie będzie żadnej „wewnętrznej demokratyzacji” Unii Europejskiej, raczej przeciwnie.

                                                                                               Marian Miszalski

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »