Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

wtorek, 10 grudnia 2019 r.
Strona główna
Demokracja nie da sięl ubić PDF Drukuj Email
30.11.2019.

 

                                     

*Demokracja nie da się lubić *Re-komunizacja w sądownictwie *Chiba nie… Chiba tak…

                                         Wrzód, który atakuje cały organizm

„Jak się nie ma, co się lubi”… Jak się nie ma  monarchii, albo przynajmniej oświeconej prawicowej dyktatury, to powinno się polubić demokrację, sęk w tym, że demokracji polubić nie sposób. Prowadzi ona w prostej –no, nieco krętej – drodze do socjalizmu, jest rodzajem długiego zjazdu po równi pochyłej, na której nawet jadąc przez czas jakiś pod górkę – nadal obsuwamy się coraz niżej.

Wyrok „niezawisłego sadu”, mocą którego zakon chrystusowców zobowiązany został do zapłaty miliona złotych niejakiej Żanecie Kąkolewskiej, której po wielu latach przypomniało się  „molestowanie” przez zakonnika tego zakonu - to przykład totalniackiego orzecznictwa, którego nie powstydziłyby się sądy lewicowych dyktatur: faszystowskiej, czy komunistycznej. Ten prawomocny wyrok, który zaskarżony został w trybie kasacyjnym, zapewne (?) zostanie uchylony, jako odwołujący się do totalniackiej zasady odpowiedzialności zbiorowej – ale co z odpowiedzialnością „niezawisłego sądu”, który ten wyrok wydał?...Krążą pogłoski, że powódka już nie ma zasądzonego jej od zakonu miliona złotych, bo jej adwokat wziął  niebagatelne honorarium!...Czy „niezawisły sąd” odda teraz zakonowi ten milion z własnej kieszeni?...

Tymczasem powódka nie ukontentowała się milionem, może właśnie dlatego, że nie jest pewna, czy nie będzie musiała go oddać… Wytoczyła kolejny proces – red.Stanisławowi Michalkiewiczowi. Nie został on prawidłowo powiadomiony ani o wniesieniu powództwa, ani o żadnej rozprawie, ani o ogłoszeniu wyroku… Nie wiadomo nawet, o co oskarżyła go powódka – bo akurat o niej, personalnie - nie wypowiadał się!  Czy „niezawisły sąd” wystąpił tym razem w  charakterze prewencyjnego cenzora,pragnącego wydanym w ten sposób „surowym wyrokiem” kneblować wolność słowa? Na to wygląda. Czy „niezawisły sąd” poniesie jakąś odpowiedzialność? „Chiba nie” – jak śpiewał Pietrzak w kabarecie.

Głęboki upadek niezlustrowanego, nie oczyszczonego ( głębokie czystki kadrowe potrzebne pilnie!) sadownictwa kłuje w oczy. Wrzód na d… tej „kasty” niebezpiecznie nabrzmiewa. I pomyśleć, że akces Polski do UE  przedstawiany był przez jego ówczesnych zwolenników jako m.in. – gwarancja praworządności… Zwolennikiem tego akcesu był i PiS, z ś.p. prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele: nie drgnęła mu ręka podpisując Traktat Lizboński, chociaż powinna: wszak jako prezydent przysięgał „strzec suwerenności Polski”. Jeśli dzisiaj niezbędna reforma sądownictwa torpedowana jest skutecznie przez Brukselę to właśnie dlatego, że to instytucje unijne interpretują traktatowe, mętne zapisy, urągające pożądanemu językowi aktów prawnych. Widać było, jak od początku podjętych reform sądownictwa rząd miota się od ściany do ściany: twierdził, że reformy sądownictwa to wewnętrzna sprawa Polski – a jednocześnie… uznawał kompetencję Trybunału w Strasburgu do ich rozstrzygania!

Rząd pociesza nas, że teraz, gdy Trybunał strasburski odesłał sprawę powoływania izby dyscyplinarnej do  polskiego Sądu Najwyższego – w ramach jego kompetencji – uznana została polska interpretacja Traktatu Lizbońskiego: że niby reforma sadownictwa to wewnętrzna sprawa Polski. Ejże!  Bujać to nie nas!...Gdyby tak było – nie trzeba by czekać aż na wyrok Trybunału w Strasburgu!... Bo: „kto ustanowił, ten może i znieść”. Wiele wskazuje, że batalia o reformę sądownictwa przybiera dzisiaj postać ofensywy niezlustrowanych lub agenturalnych kadr sądowych, m.in.celem terroryzowania i kneblowania opinii publicznej, wolności słowa i myślenia. Nie przypadkiem podobne działania podejmowane są –toutes proportions gardees -  w też niezlustrowanym i agenturalnym środowisku wyższych uczelni. Właśnie rektor uniwersytetu szczecińskiego (koleś Tomasza Grodzkiego?...) wytacza dyscyplinarkę kobiecie, która zażądała od Grodzkiego pokwitowania przekazanych mu pieniędzy… Tego rektora ktoś „demokratycznie” wybrał; czy teraz „demokratycznie”  go odwoła?…  Wątpliwe. Potwierdzałoby to tezę, że demokracja jest jednokierunkowa: na dłuższą metę, z zakrętami, owszem, ale prowadzi  w stronę socjalizmu, rządów lewicy faszystowskiej albo komunistycznej.

Coraz więcej orzeczeń „niezawisłych sądów”  (o różnej wadze i kalibrze, od najcięższych po drobniejsze: patrz „uniewinnienie” Najsztuba) świadczy o postępującej re-komunizacji sądownictwa. To nie „obrona” przed reformami - to nieustanny atak tych sił, które pod „okrągłym stołem” narzuciły Polsce prawno-ustrojowy gorset III Rzeczpospolitej i chcą tym gorsetem terroryzować i krępować nowe pokolenia.

Od 1989 roku uczestniczyłem w kilku procesach sądowych: i jako powód, i jako współpowód, i jako świadek. Wszystkie były – proceduralnie i merytorycznie – urągowiskiem prawu. Na jednym z procesów świeżo zaprzysiężonego świadka (n.b. – był adwokatem!) zapytałem, czy był tajnym współpracownikiem PRL-owskich służb. Zdecydowanie zaprzeczył. Wtedy – jako również zaprzysiężony świadek – poinformowałem „niezawisły sąd”, że właśnie kilka dni wcześniej przeglądałem swe akta w IPN i widziałem osobiste, podpisane imieniem i nazwiskiem zobowiązanie świadka do współpracy z SB, a także jego raporty i pokwitowania pobrania pieniędzy. „Niezawisły sąd”  puścił to mimo uszu: nie wystąpił do IPN o przesłanie materiałów… Dalej, jak gdyby nigdy nic – przesłuchiwał zaprzysiężonego świadka i notował jego zeznania…

Od tamtego procesu minęło już ze dwadzieścia lat… Przewodniczącą „składu orzekającego” była młoda kobieta. Co z niej wyrosło przez te dwadzieścia lat? Aż strach pomyśleć! Dzisiaj, jutro, pojutrze – może „sądzić” każdego z nas…

To już nie jest sądownictwo; to sądowy terror.

Nie wydaje się, by „demokratycznymi procedurami” dało się rozpędzić ten wrzód: jest zbyt wielki, zbyt głęboko osadzony w post-magdalenkowych kastach kolesi spod okrągłego stołu. Zwłaszcza, że „nizawiśli sedziowie” okrzepli, kumotersko lub towarzysko szczepili się z „demokratycznym” ambicjonerami. Tu potrzebny jest chirurg. Tomasz Grodzki – sądząc po jego obłudnymi tandetnym expose -na takiego nie wygląda, wprost przeciwnie: prędzej wytnie zdrowe ciało, niż ten wrzód? Chiba tak.

                                                                                                              Marian Miszalski

„Najwyższy Czas”, listopad, 2019

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »