Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

środa, 21 kwietnia 2021 r.
Strona główna
Wiersz, w którym Autor PDF Drukuj Email
25.11.2020.

                                  

                 

                     Zamiast komentarza do manifestacji pro-aborcyjnych

Wiersz, w którym Poeta obserwując z okna kawiarni pro-aborcyjne manifestacje rozważa przy czarnej kawie, koniaku i paląc wonne cygaro hawańskie piękno, trafność i bogactwo mowy ojczystej.

Bywa, że słowo ze słowem słowo

 obcuje unisono:

rymuje się!

Exemplum: „głupota” i „hołota”!

Kto wie,

skąd ten fenomen współbrzmienia,

 tajemnica harmonijnego współistnienia?...

                        Czy to stąd – że tak powiem –

                        że „gdy „hołota” na wierzchu – zawsze „głupota” pod spodem?

                       (Bo chyba nie idą ze sobą w parze ot, tak – mimochodem?)

Jaka więź tajemna łączy ze sobą te słowa:

czy hołota to wątek wysnuty z głupoty osnowy,

czy odwrotnie

- hołota to osnowa, a głupota to wątek?

Hm.

                         Trzeba głębiej wniknąć w rzeczy istotę:

                          głupota rodzi hołotę, czy hołota – głupotę?

To nie koniec przecież słów współistnienia

 - można je podgarniać jak jesienne liście

 miotłą (zwłaszcza, gdy dodamy rym biały

na omastę;

wtedy mamy i „tłuszczę”, i „motłoch”,

i „ćwoka”, i „durnia”,

i „tęczowa hałastrę”…)

Uzupełnijmy jeszcze tę hołotę

o leninowskiego „pożytecznego idiotę”,

o pospolite „chamstwo”

i wszelkie inne „tałatajstwo”…

Coś jeszcze by dodać? No, nie wiem:

może „badziewie”?...

                                      …Więc patrzył Poeta długo… A z mu zbrzydło:

                                         w sumie dzicz jakaś… Jakby jakieś bydło.

 …A przy wyjściu z kawiarni szatniarz zrzędził:

 - Panie, to o milę polityczną prowokacją śmierdzi!

  Jaki może być dialog, gdy hołocie brak dobrej woli?

  Czy nie lepiej od razu chamstwu w ryj zdrowo przyp….?

   Niech zaboli!

                                       Więc uprzejmie szatniarza pytam ja:

                                       - A jeśli  i takiej lekcji ta chamja

                                        ni w ząb nie zrozumie?...

                                       A on na to: Cóż, wtedy – krótkimi seriami po tłumie!...

                                       I spokój w kraju… I po krzyku…

                                      Hołota znać musi swoje miejsce w szyku!

 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »