Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Nie będzie Francja uczyć nas demokracji PDF Drukuj Email
05.03.2009.
(„Najwyższy Czas”, 4 III 2009)
 Ciężkie czasy dla „pijaru” PO:  wizerunek „liberałów” dawno  diabli wzięli, a z wizerunku „miłośników społeczeństwa obywatelskiego” też już mało pozostało, zwłaszcza wobec miłości okazywanej p. Czumie, przy jednoczesnej nienawiści do p. Macierewicza... Ostatnio posypała się też idea fixe premiera Tuska, by jak najszybciej wciągnąć Polskę do strefy „euro”. Mit o „euro” jako uniwersalnej maści na gospodarcze odciski, łysinę i zaparcie runął ledwo zdążył się upowszechnić. W Polsce jesteśmy odporni na takie mity: socjalizm też miał rozwiązać wszystkie problemy, pod warunkiem, rzecz jasna, że najpierw ogarnąłby cały świat, no, przynajmniej całą Europę...
 Gdy zatem sprawy zaszły już tak daleko, że ratunek poprzez przyjęcie „euro” to tylko złudzenie, a zarazem Goldman-Sachs przyznał się do spekulacyjnego zaatakowania złotówki (pierwsze ostrzeżenie?) – nie dziwi, że z pierwszej linii medialnego błazeństwa wycofano szybko Palikota, Niesiołowskiego i Komorowskiego, a premier Tusk wziął sobie na rzecznika p.Grasia. No, najwyższy czas, żeby tak tęgi polityk jak p.Graś rozmawiał z dopuszczanymi do premiera dziennikarzami! Z biogramu p.Grasia (rocznik 1964) wynika, że ukończył studia w wieku 28 lat. Ale jeszcze zanim ukończył studia w 1992 roku – już od dwóch lat prowadził „polsko-niemiecką spółkę „Pro-Holding”. W roku 1995 zaangażował się w „Ruch 100”, niedużą partyjkę p.Czesława Bieleckiego, i już w 1998 roku, w wieku 34 lat, został – uwaga: „doradcą premiera Buzka ds.obronności i bezpieczeństwa”. Gdzie zdobył ku temu niezbędne kwalifikacje – trudno dociec, być może w spółce „Pro-Holding”?... Potem, już jako poseł, działał w komisji ds. służb specjalnych, można więc powiedzieć, że zdobył potrzebne kwalifikacje do dialogu z dziennikarzami, wśród których nie zlustrowani stanowią pokaźny odsetek... Tak czy owak, na odcinku „pijaru” rząd wzmocnił kadry, które – jak pouczał tow. Lenin – „decydują o wszystkim”. Jedno nie ulega wątpliwości: dobrze, że rzecznikiem rządu nie został p. Palikot, Komorowski albo Niesiołowski, albo wszyscy trzej razem.
 Oczywiście – kariera p. Grasia to pestka w porównaniu z karierą syna prezydenta Sarkozy – Jana. Ten Jan ożenił się z niebywale zamożną panną z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, w związku z czym pewien satyryk francuski pozwolił sobie zapytać, czy Jan Sarkozy przejdzie wkrótce na judaizm? „Daleko zajdzie”... – skomentował wydarzenie. Zaraz też żydowska Liga Antydefamacyjna pozwała go do sądu za „antysemityzm”, ale sąd  nie dopatrzył się znamion przestępstwa „antysemityzmu” i uniewinnił satyryka. W karierze Jana Sarkozy ciekawe jest to, że ten 22-latek jest już radnym w bogatej paryskiej dzielnicy Neuilly. W tym wieku p. Graś jeszcze studiował, jeszcze nawet nie założył polsko-niemieckiej spółki, co świadczy niewątpliwie o wyższości demokracji francuskiej nad polską: gdy Jan Sarkozy będzie miał 34 lata zostanie niewątpliwie nie żadnym tam doradcą premiera ds. bezpieczeństwa, ale co najmniej pełnomocnym ministrem, obstawiam, że finansów. Demokracja francuska – to jest to!  Gdzieżby u nas znaleźć młodego demokratę-hołysza, który w wieku 22 lat poślubiłby jaką córkę żydowskich milionerów?
Może przypadek p. Piskorskiego świadczyłby tu na korzyść naszej demokracji? Wprawdzie wnuczka p. Szurmieja to nie to, co córka właściciela holdingu handlującego sprzętem rtv-agd na całą Europę, ale z kolei młody Sarkozy jeszcze nie ma swojej partii, a p. Piskorski już ma! Proszę! Młody Sarkozy może i odziedziczy kiedyś partię po ojcu (jego ojciec też zaczynał karierę od radnego w Neuilly...), w postępującej gwałtownie demokracji to bardo prawdopodobne, a p. Piskorski wcale nie musi czekać, aż mu p. Tusk zapisze Platformę Obywatelską, albo kto inny Unię Wolności, bo ma już swoje Stronnictwo Demokratyczne i wystarczy tylko umiejętnie obudowywać je rozmaitymi politycznymi straganami, przybudówkami – aż powstanie taki ci polityczny holding, że głowa mała! Zwłaszcza że, jak słychać, Stronnictwo Demokratyczne jeszcze nie ma konkretnego programu, podobnie jak Porozumienie dla Przyszłości. Wiadomo: albo holding, albo program.
 Musimy się więc wyzbyć kompleksów wobec demokracji zachodnich, a francuskiej zwłaszcza. Chociażby ten sąd, co to uniewinnił francuskiego satyryka... Czyż to nie ostoja reakcji? U nas postępowy sąd uchylił areszt tymczasowy jakiemuś damskiemu bokserowi, wyszedł więc na wolność i od razu zamordował żonę, którą wcześniej tylko bijał. Patrzcie państwo: nawet nie powiesił się w celi! Pan minister Czuma może więc mówić o sukcesie swego najnowszego programu, wedle którego troską wymiaru sprawiedliwości ma być ochrona przestępców przed wieszaniem się w celach. Bo do czego to podobne, żeby przestępcy tak rozzuchwalali się w ośrodkach odosobnienia, żeby wieszać się bez zezwolenia, zwłaszcza bez zgody służb specjalnych? Jednak postępowanie ministra Czumy jest trochę niekonsekwentne: niedawno okazał publicznie brak zaufania podległym sobie prokuratorom – a tu powierza im nagle tak odpowiedzialne zadanie... Czy nie iść dalej? Gdyby przyznać „osadzonym” w więzieniach i aresztach prawo do posiadania broni – z pewnością zwiększyłoby to ich poczucie bezpieczeństwa, a i nie musieliby się wieszać, co w celi nie jest łatwe, a nadto uznawane  powszechnie za śmierć mniej godną, niż od kulki. Minister Czuma proponował kiedyś, gdy jeszcze nie był ministrem, poluzowanie prawa do posiadania broni dla obywateli. Ale polityka –wiadomo – jest sztuką kompromisów; gdyby teraz przyznał to prawo tylko „osadzonym”, byłby to właśnie „liberalny” (na miarę „liberalizmu” PO) kompromis: masz prawo do broni, owszem, ale dopiero wtedy, gdy trafiasz do więzienia. Zaś pobudzeni wytycznymi ministra do liberalnego działania prokuratorzy dbaliby o właściwą postawę moralną osadzonych: żeby pochopnie nie strzelali sobie w łeb, ale odpowiedzialnie odbywali całość kary, ze spluwa pod poduszką. I to jest właśnie demokratyczny kompromis!
 ...Tymczasem my, zwykli obywatele, osadzeni tylko w przepisach, nadal możemy kupować bez zezwolenia repliki broni z XIX wieku na proch czarny, ale samego prochu już nie, chyba że w Czechach; wiadomo: przyjazne państwo.
 Mamy i inne powody, by czuć wyższość naszej młodej demokracji nad Francją, starszą córą Demokracji... Media informują, że władze Uniwersytetu Wrocławskiego wystraszyły się lokalnej wkładki żydowskiej gazety dla Polaków i zakazały uczestnictwa w zorganizowanej tam dyskusji prof. Jerzemu Robertowi Nowakowi. Tak trzymać! To tylko reakcyjna i wsteczna, średniowieczna Inkwizycja pozwalała Galileuszowi na prezentację swych poglądów, akademickie wywody i dyskusję; władzom demokratycznego Uniwersytetu Wrocławskiego musi wystarczyć, że granice wolności wyznacza im lokalna wkładka żydowskiej gazety dla Polaków. We Francji nie wystarczyłaby żadna lokalna wkładka: taki interdykt musiałaby wydać co najmniej telewizja centralna. A we Wrocławiu demokracja schodzi na szczebel lokalnej wkładki gazety żydowskiej i już Uniwersytet się słucha! Podejrzewam, że to skutek niezlustrowania wrocławskiego „środowiska naukowego”. Nic tak nie sprzyja demokracji i postępowi, jak brak lustracji! Bo lustracja niszczy „pijar”, a jak tu w demokracji bez „pijara”? Ani ujdziesz trzech kroków. Stąd boję się o Tuska: gdy już nawet „przejście na euro” nie robi mu „pijaru” – jak skończy ten biedny człowiek?
Marian Miszalski
 
« poprzedni artykuł