Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

poniedziałek, 26 czerwca 2017 r.
Strona główna
Od kabaretu do opery mydlanej PDF Drukuj Email
07.03.2009.
Od kabaretu do opery mydlanej *Kto „robi muzykę”... * Trzy miesiące plus silna presja – inaczej kaputt! *Mandaty umocnią armię *Pełna odpowiedzialność, albo mniej niż zero Jeszcze nie przebrzmiało moje zdziwienie nową interpretacją art.5, dokonaną przez „Zbiga” Brzezińskiego (uzależnienie pomocy zbrojnej dla napadniętego członka NATO od „natężenia presji międzynarodowej opinii publicznej”), gdy w ten sam nowy ton interpretacyjny uderza George Friedman, też amerykański Żyd, stojący na czele agencji Strafor. C’est le ton qui fait la musique – powiadają wymowni Francuzi... Nowy ton interpretacyjny ( i to silny, jak widać: ton frappe!) jest więc już silny, a przecież to dopiero początek tej nowej zorkiestrowanej muzyki. Friedman tak nam śpiewa: „Z amerykańskiego punktu widzenia ważne jest to, by Polska mogła się bronić przez t r z y m i e s i ą c e s a m a . Inaczej pomoc po prostu nie będzie mogła nadejść” (wywiad dla „Rzepy”). Trudno powiedzieć, skąd wzięły się te „trzy miesiące”, zwłaszcza, że z wynurzeń Friedmana wynika jednoznacznie, że mielibyśmy przez te trzy miesiące bronić się przed Rosją, a nawet – przed Rosją i Niemcami łącznie! W swej analizie Friedmanie nie wyklucza bowiem czegoś więcej niż obecne strategiczne partnerstwo Berlina i Moskwy, całkiem słusznie zresztą, bo przecież i my (mówię o środowisku UPR-owskim) całkiem słusznie rozważamy poważnie „wariant rozbiorowy”, chociaż akurat nasze rozważania, znacznie głębsze niż Friedmana, mniej interesują „Rzepę”. Nawet gdybyśmy zazbroili się na amen, to te trzy miesiące wobec Rosji i Niemiec... I to bez gwarancji, że „presja międzynarodowa będzie wystarczająco silna”...Chyba, że chodzi o to, byśmy słysząc ten nowy ton, który robi nową muzykę, zaczęli kupować sprzęt (z Ameryki i Izraela?), bo w kryzysie nawet te 10 miliardów, które prezydent Komorowski już zadeklarował, ma swą brzęczącą, ciężką wymowę. Zbroić się, rzecz jasna, trzeba nieustannie – ale czy po to, aby wytrzymać 3 miesiące bez gwarancji pomocy?... Coś to zanadto pachnie tą angielską polityką, co to w 1939 wystawiła nas na pierwsze uderzenie Niemców, szybko podjęte przez ówczesnego strategicznego partnera z Kremla. Kto tym razem ma uderzyć pierwszy? Białoruś?... Friedman najwyraźniej lekceważy rozmówców z „Rzepy” i śpiewa im dalej z takiego klucza: „Polska powinna wzorować się na Izraelu. Izrael wydaje na obronę dominującą część budżetu (...) Izrael pamięta o swojej historii i chroni siebie najlepiej jak potrafi – kosztem państwa opiekuńczego. Zatem Polacy muszą podjąć jakieś decyzje”. Friedman nie dodaje, że Izrael jest uzbrajany niemal darmo przez Amerykę, że dostaje rocznie 4 miliardy dolarów, z czego większość forsy natychmiast...pożycza tejże Ameryce na procent, bo lobby żydowskie taką uprzywilejowaną klauzulę dla Izraela wydębiło ( vide: Mearsheimer, Walt – „Lobby izraelskie w Ameryce”). Izrael ma nadto broń nuklearną, o czym Friedman też jakoś dziwnie zapomniał. No i leży sobie szczęśliwie nie między Niemcami a Rosją ( w tym przykrym położeniu broń jądrowa na wiele by się mu nie zdała, o ile w ogóle by się jej dorobił)), ale całkiem przyjemniej geopolitycznie. Propozycja zatem, byśmy zazbrajając się na śmierć wzorowali się na Izraelu nie jest ani szczera, ani poważna. Wszystko wskazuje raczej, że wycofywanie się amerykańskie z Europy zostało starannie przemyślane i pod kątem finansowym, i pod kątem osłony propagandowej: kupujcie u nas tyle, byście wobec Niemców i Rosji wytrzymali te trzy miesiąc, potem wam oczywiście pomożemy, jeśli tylko ta międzynarodowa presja, ma się rozumieć, będzie dostatecznie silna... To jest ten nowy ton, który robi nową muzykę. Że pod tę nową muzykę zaczną tańczyć nasi „leaderzy” z PO – to pewne, już tańczą, przynajmniej prezydent Komorowski już ruszył w nowy tan. Proponuje 10 miliardów na uzbrojenie w ciągu 10 lat, co nie brzmi jeszcze imponująco, ale początki zawsze są skromne. Fakt, że w roku 2013 rząd jego kolegi, „leadera” Tuska zamierza ściągnąć z obywateli samymi tylko mandatami i grzywnami o 4 miliardy więcej, niż zaplanował na rok bieżący ( 20 miliardów zamiast 16, więc o 20 procent więcej!) dobrze rokuje tym zbrojeniom: „Przekraczaj prędkość, nie zważaj na znaki, łam przepisy – w ten sposób wspierasz armię!”. Nie wiem, ile kosztuje, dajmy na to, jedno „uzi”, ale rad bym się dowiedział, ile surowych, podwyższonych ostatnio mandatów karnych i grzywien wymaga jego zakup. Odnotujmy na marginesie, że w kryzysie przestał obowiązywać dogmat politgramoty, że „surowość kar nie ma wpływu na przestępców” bo właśnie surowością grzywien i mandatów rząd uzasadniał ich podwyższenie... Niestety, jako że przy karze głównej sprawca płaci głową, nie forsą, mimo setek tysięcy obywatelskich podpisów pod jej przywróceniem tajne służby nie pozwolą jej przywrócić żadnej tam demokratycznej większości: bezpieczeństwo bezpieczniaków najważniejsze! Tymczasem nowe odsłony tajemnic zamachu smoleńskiego podczas ostatniej debaty sejmowej ujawniają, że mimo formalnej zgody władz rosyjskich na udział polskich prokuratorów w sekcjach zwłok – ktoś tych polskich prokuratorów powstrzymał od udziału, nadto, że szef kancelarii Tuska – Arabski - informował rodziny ofiar, że po zalutowaniu trumien w Rosji żadne ich otwarcie nie będzie już możliwe. Ciekawe, że Tusk broni Arabskiego nawet bardziej niż siebie – spróbowałby tylko go sypać... Rola Arabskiego w tej tragicznej historii cuchnie coraz bardziej. Turowski przy Sikorskim, Arabski, Graś i Boni przy Tusku? Kto przy Komorowskim?...Odsłaniają się kulisy tego teatru? Interesujące „qui pro quo”, niestety, państwo to nie kabaret, a gdy staje się kabaretem, drogo kosztuje: taki duży kabaret, tylu statystów, mechaników sceny, aktorów, suflerów, portierów, porządkowych, ochroniarzy, bileterów, ile administracji, marketingu, członków dyrekcji, ilu rzeczników praw publiki! „Teatr mój widzę ogromny”! Premier Tusk (lud opowiada, że było trzech braci: Lech, Czech i Tusk...) wziął na siebie „pełną odpowiedzialność” za wszystkie działania członków swego rządu związane z katastrofą smoleńską, a zważywszy, jak niewiele rząd robił, jak byle jak robił to, co robił i czego nie zrobił (zwłaszcza!) – jest to odpowiedzialność za nic, albo nawet jeszcze mniej, niż nic. Mniej niż zero. Ale póki co wystarcza w zupełności, żeby show szedł dalej, coraz bardziej kosztowny. No ale gdy i sędziwy „Zbig”, i pełen wigoru pan Friedman radzą nam teraz wzorować się na Izraelu, uwertura jest dość czytelna: kabaret zmierza w stronę opery mydlanej. Marian Miszalski
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »