Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Kupa g...a na wierzchu minister PDF Drukuj Email
21.03.2009.

(„Najwyższy Czas”, 18 marca) Technika niebywale postępuje – sztuka niebywale upada. Może dlatego – między innymi -  że technika ułatwia życie, więc przyzwyczaja do wygody, łatwości... łatwizny? A sztuka, żeby była sztuką właśnie, musi pozostawać trudna, przynajmniej w procesie tworzenia?...Ale „między innymi” na pierwszym  miejscu jest coś innego: upowszechniony mecenat państwa.

 W latach 70. Stanisław Cat-Mackiewicz pisał: „Najbardziej upokarzające dowody braku postępu widzimy w działalności artystycznej, estetycznej. Pomimo istnienia impresjonistów całe malarstwo XIX wieku jest w porównaniu z Giottem, Leonardem, Rembrandtem i Velasquezem rozpaczliwym, upokarzającym kiczem. Jeśli się przechodzi przez sale retrospektywnej wystawy malarskiej, i po salach renesansu i baroku przejdzie się do obrazów XIX wieku, to człowiek jest upokorzony tym upadkiem!”...

 Rzecz jasna, w malarstwie XIX wiecznym też znajdują się prawdziwe perełki, ale rzadkie – jak rodzynki w lichym cieście. Co do rzeźby – sprawy mają się podobnie, a literatura piękna pociągnęła jeszcze na wysokim locie do II wojny światowej, i też upadła. Czy nie podobnie ma się  sprawa z muzyką, a nawet – mimo technicznego dopalacza – z architekturą?...

 Łódzkie Muzeum Sztuki Nowoczesnej dostało niedawno nowe pomieszczenia wystawiennicze w tzw.manufakturze, kompleksie handlowo-gastronomicznym zbudowanym za pieniądze francuskich Żydów na bazie dawnego zespołu fabrycznego Izraela Poznańskiego. Nawiasem mówiąc – kwestie własnościowe między miastem Łódź a nowymi właścicielami nie są do końca jasne, a to z powodu podejrzanego procesu transformacji własnościowej PRL-owskich „Zakładów Przemysły Bawełnianego im.Juliana Marchlewskiego”, w jakie przekształcono po wojnie zbankrutowane i przejęte przez państwo (jeszcze przed wojną) fabryki Izraela Poznańskiego.

 Te nowe pomieszczenia wystawiennicze imponują przestronnością i ekspozycyjnymi możliwościami – ale zwiedzający ten przybytek „sztuki nowoczesnej” doświadcza uczucia upokorzenia jeszcze bardziej intensywnego niż opisane przez Stanisława Cata-Mackiewicza ponad ćwierć wieku temu.

 Ten proces degeneracji sztuki pogłębia się i przyśpiesza niebywale!...

 Zwiedzając sztandarową, prezentowaną tam wystawę sztuki nowoczesnej miałem wrażenie, jakbym pętał się po jakimś gigantycznym przedszkolu lub trzeciorzędnym domu kultury, gdzie dzieciarnia lub bliscy demencji starcy zajmują się robótkami plastycznymi albo terapią ruchową. To prawdziwa infantylizacja sztuki, sięgająca tak niskiego poziomu trudno, że wyobrażalnego: trzeba to zobaczyć, żeby uwierzyć, chociaż nie ma tu czego oglądać...

 Gdzieżby tu znaleźć choćby jedną prezentację na miarę niechby i impresjonizmu... Niemożliwe! Nędzni „koloryści” i „konceptualiści” z przedwojennej grupy a.r. to jedyny, w dodatku źle eksponowany, gasnący refleks, czy może popłuczyna sztuki. Reszta to mało wybredna pretensjonalność, no, może z jednym, dwoma wyjątkami, jak gdyby całkiem przypadkowo zaplątanymi w ten świat kiczu, tandety, pretensjonalności. Udawania. Pozoru sztuki.

 Ale, ale... Łódź, wiadomo: miasto robotnicze, inteligencja głównie z pierwszego, może drugiego pokolenia, miasto napływowego, bezrolnego chłopstwa awansującego na urzędników... Zdołowane w czasach PRL-owskich monoindustrią włókniarską, w dodatku „poczekalnia warszawska”, z której co cwańsi emigrowali do stolicy... Jak to jednak jest w Krakowie? Jak to jest w Krakowie, ale nie z muzeami (w których spoczywa dobra, stara sztuka nienowoczesna), ale ze sztuką współczesną, na przykład z teatrem?...

 Właśnie dowiedziałem się z „Dziennika Polskiego”, że w  Narodowym Teatrze Starym (więc pod wysokim mecenatem ministerstwa kultury i zobowiązującą pieczęcią tradycji) niejaki Jan Klata wystawił „Trylogię” Sienkiewicza, którą to inscenizację wytrawny recenzent, Paweł Głowacki z „Dziennika Polskiego” nazywa wprost pierdnięciem sztubaka, czy tak jakoś („Maleńki grom ryżego Henia”). Bardzo trafna recenzja! Inscenizacja Klaty wyśmiewa sarmatyzm, kulturę sarmacką. Jest to, oczywiście, bardzo „trendy”, a przynajmniej nie wymagające takiej artystycznej, awangardowej odwagi jak obśmiewanie politycznej poprawności, więc niewątpliwie Jan Klata zajdzie wysoko, na same szczyty sztuki nowoczesnej... Tam będzie zapewne szczytował artystycznie i politycznie, i to byłaby jego prywatna sprawa, gdyby nie to, że Narodowy Teatr Stary w Krakowie, podobnie jak Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Łodzi są  na utrzymaniu ministerstwa kultury p. Zdrojewskiego, więc na utrzymaniu podatnika. Kogo więc i co p.Zdrojewski utrzymuje?...

 Co do Jana Klaty, to znajduję takie jego wyznanie w mediach (względem pytania: „Jakim jesteśmy narodem?”) – „Dobrze jest się od czasu do czasu popytać o to wieszczów, nawet, jeśli są to tacy zborsuczeni, kieszonkowi bastardowie-wieszczowie jak Sienkiewicz, mistrz gazetowych powieści w odcinkach”.

 Nie wiem, z kim „zborsuczył się” Sienkiewicz („Suka mi się zborsuczyła” –mówi pewien dżentelmen w „Małym dworku” Witkacego)), ale domyślam się, z kim borsuczy się Jan Klata i dlaczego...

 Sztuka współczesna upada, bo tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się politycznemu mecenatowi państwa, a państwo tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się Unii Europejskiej, która tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się z kolei marksistowskim popłuczynom ideologicznym w postaci politycznej poprawności. Jaki mecenas – taka sztuka.

 „Dziura w ziemi, a na wierzchu łgarz” – mawiał o niektórych kopalniach złota w Ameryce, w czasach gorączki złota, Mark Twain. Dzisiaj „sztuka nowoczesna” to też kopalnia złota, a przynajmniej tłusta „działka” z podatkowych, cudzych pieniędzy. O tej „współczesnej sztuce” dotowanej przez państwo powiedziałbym:  „Kupa g..., a na wierzchu minister kultury”.

 Tymczasem postępowe, żydowsko-lewicowe media informują obficie, w zorganizowanym a zarazem „organizatorskim” entuzjazmie ( „Prasa to przedłużenie ramienia władzy” – pouczał tow.Lenin...), że tegoż Klatę zaangażowano i do „Festiwalu czterech kultur”, coraz bardziej podejrzanej artystycznie imprezy, organizowanej za z roku na rok za coraz większe podatkowe pieniądze w Łodzi. Za podatkowe pieniądze zresztą obecne władze Łodzi „fundują” masom coraz więcej kosztownych, wręcz rozrzutnych, podejrzanych imprez... Jakieś stare zobowiązania, długi wdzięczności, czy kupowanie sobie przychylności politycznie poprawnych mediów?... Tu 300 tysięcy na „promocje Łodzi” w ...BBC, tam milion na nocną chałturę dla tandeciarzy, to znów (tym razem urząd marszałkowski) półtora miliona (!) na „darmowy” koncercik tenora dla „szerokich mas”...   A wszystko to w mieście, w którym upadło jedyne, duże wydawnictwo...

 Gdy w „nowoczesnej sztuce rządzenia” chodzi już tylko o „pijar”, podobnie jak w socjalizmie realnym, kiedy to „kulturę” jako propagandę stawiano zaraz po „organach”, jakże „sztuka nowoczesna”, przyssana do podatkowych pieniędzy i do politycznie poprawnej władzy ma być naprawdę odważna, twórcza, krytyczna... współczesna właśnie? Na to może sobie pozwolić tylko sztuka niezależna, a nie zamknięta w Klacie lizusostwa i ideologicznej, politycznej poprawności.

                                                                    Marian Miszalski

  Może dlatego – między innymi -  że technika ułatwia życie, więc przyzwyczaja do wygody, łatwości... łatwizny? A sztuka, żeby była sztuką właśnie, musi pozostawać trudna, przynajmniej w procesie tworzenia?...Ale „między innymi” na pierwszym  miejscu jest coś innego: upowszechniony mecenat państwa.

 

 W latach 70. Stanisław Cat-Mackiewicz pisał: „Najbardziej upokarzające dowody braku postępu widzimy w działalności artystycznej, estetycznej. Pomimo istnienia impresjonistów całe malarstwo XIX wieku jest w porównaniu z Giottem, Leonardem, Rembrandtem i Velasquezem rozpaczliwym, upokarzającym kiczem. Jeśli się przechodzi przez sale retrospektywnej wystawy malarskiej, i po salach renesansu i baroku przejdzie się do obrazów XIX wieku, to człowiek jest upokorzony tym upadkiem!”...

 Rzecz jasna, w malarstwie XIX wiecznym też znajdują się prawdziwe perełki, ale rzadkie – jak rodzynki w lichym cieście. Co do rzeźby – sprawy mają się podobnie, a literatura piękna pociągnęła jeszcze na wysokim locie do II wojny światowej, i też upadła. Czy nie podobnie ma się  sprawa z muzyką, a nawet – mimo technicznego dopalacza – z architekturą?...

 Łódzkie Muzeum Sztuki Nowoczesnej dostało niedawno nowe pomieszczenia wystawiennicze w tzw.manufakturze, kompleksie handlowo-gastronomicznym zbudowanym za pieniądze francuskich Żydów na bazie dawnego zespołu fabrycznego Izraela Poznańskiego. Nawiasem mówiąc – kwestie własnościowe między miastem Łódź a nowymi właścicielami nie są do końca jasne, a to z powodu podejrzanego procesu transformacji własnościowej PRL-owskich „Zakładów Przemysły Bawełnianego im.Juliana Marchlewskiego”, w jakie przekształcono po wojnie zbankrutowane i przejęte przez państwo (jeszcze przed wojną) fabryki Izraela Poznańskiego.

 Te nowe pomieszczenia wystawiennicze imponują przestronnością i ekspozycyjnymi możliwościami – ale zwiedzający ten przybytek „sztuki nowoczesnej” doświadcza uczucia upokorzenia jeszcze bardziej intensywnego niż opisane przez Stanisława Cata-Mackiewicza ponad ćwierć wieku temu.

 Ten proces degeneracji sztuki pogłębia się i przyśpiesza niebywale!...

 Zwiedzając sztandarową, prezentowaną tam wystawę sztuki nowoczesnej miałem wrażenie, jakbym pętał się po jakimś gigantycznym przedszkolu lub trzeciorzędnym domu kultury, gdzie dzieciarnia lub bliscy demencji starcy zajmują się robótkami plastycznymi albo terapią ruchową. To prawdziwa infantylizacja sztuki, sięgająca tak niskiego poziomu trudno, że wyobrażalnego: trzeba to zobaczyć, żeby uwierzyć, chociaż nie ma tu czego oglądać...

 Gdzieżby tu znaleźć choćby jedną prezentację na miarę niechby i impresjonizmu... Niemożliwe! Nędzni „koloryści” i „konceptualiści” z przedwojennej grupy a.r. to jedyny, w dodatku źle eksponowany, gasnący refleks, czy może popłuczyna sztuki. Reszta to mało wybredna pretensjonalność, no, może z jednym, dwoma wyjątkami, jak gdyby całkiem przypadkowo zaplątanymi w ten świat kiczu, tandety, pretensjonalności. Udawania. Pozoru sztuki.

 Ale, ale... Łódź, wiadomo: miasto robotnicze, inteligencja głównie z pierwszego, może drugiego pokolenia, miasto napływowego, bezrolnego chłopstwa awansującego na urzędników... Zdołowane w czasach PRL-owskich monoindustrią włókniarską, w dodatku „poczekalnia warszawska”, z której co cwańsi emigrowali do stolicy... Jak to jednak jest w Krakowie? Jak to jest w Krakowie, ale nie z muzeami (w których spoczywa dobra, stara sztuka nienowoczesna), ale ze sztuką współczesną, na przykład z teatrem?...

 Właśnie dowiedziałem się z „Dziennika Polskiego”, że w  Narodowym Teatrze Starym (więc pod wysokim mecenatem ministerstwa kultury i zobowiązującą pieczęcią tradycji) niejaki Jan Klata wystawił „Trylogię” Sienkiewicza, którą to inscenizację wytrawny recenzent, Paweł Głowacki z „Dziennika Polskiego” nazywa wprost pierdnięciem sztubaka, czy tak jakoś („Maleńki grom ryżego Henia”). Bardzo trafna recenzja! Inscenizacja Klaty wyśmiewa sarmatyzm, kulturę sarmacką. Jest to, oczywiście, bardzo „trendy”, a przynajmniej nie wymagające takiej artystycznej, awangardowej odwagi jak obśmiewanie politycznej poprawności, więc niewątpliwie Jan Klata zajdzie wysoko, na same szczyty sztuki nowoczesnej... Tam będzie zapewne szczytował artystycznie i politycznie, i to byłaby jego prywatna sprawa, gdyby nie to, że Narodowy Teatr Stary w Krakowie, podobnie jak Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Łodzi są  na utrzymaniu ministerstwa kultury p. Zdrojewskiego, więc na utrzymaniu podatnika. Kogo więc i co p.Zdrojewski utrzymuje?...

 Co do Jana Klaty, to znajduję takie jego wyznanie w mediach (względem pytania: „Jakim jesteśmy narodem?”) – „Dobrze jest się od czasu do czasu popytać o to wieszczów, nawet, jeśli są to tacy zborsuczeni, kieszonkowi bastardowie-wieszczowie jak Sienkiewicz, mistrz gazetowych powieści w odcinkach”.

 Nie wiem, z kim „zborsuczył się” Sienkiewicz („Suka mi się zborsuczyła” –mówi pewien dżentelmen w „Małym dworku” Witkacego)), ale domyślam się, z kim borsuczy się Jan Klata i dlaczego...

 Sztuka współczesna upada, bo tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się politycznemu mecenatowi państwa, a państwo tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się Unii Europejskiej, która tchórzliwie, małostkowo i interesownie oddaje się z kolei marksistowskim popłuczynom ideologicznym w postaci politycznej poprawności. Jaki mecenas – taka sztuka.

 „Dziura w ziemi, a na wierzchu łgarz” – mawiał o niektórych kopalniach złota w Ameryce, w czasach gorączki złota, Mark Twain. Dzisiaj „sztuka nowoczesna” to też kopalnia złota, a przynajmniej tłusta „działka” z podatkowych, cudzych pieniędzy. O tej „współczesnej sztuce” dotowanej przez państwo powiedziałbym:  „Kupa g..., a na wierzchu minister kultury”.

 Tymczasem postępowe, żydowsko-lewicowe media informują obficie, w zorganizowanym a zarazem „organizatorskim” entuzjazmie ( „Prasa to przedłużenie ramienia władzy” – pouczał tow.Lenin...), że tegoż Klatę zaangażowano i do „Festiwalu czterech kultur”, coraz bardziej podejrzanej artystycznie imprezy, organizowanej za z roku na rok za coraz większe podatkowe pieniądze w Łodzi. Za podatkowe pieniądze zresztą obecne władze Łodzi „fundują” masom coraz więcej kosztownych, wręcz rozrzutnych, podejrzanych imprez... Jakieś stare zobowiązania, długi wdzięczności, czy kupowanie sobie przychylności politycznie poprawnych mediów?... Tu 300 tysięcy na „promocje Łodzi” w ...BBC, tam milion na nocną chałturę dla tandeciarzy, to znów (tym razem urząd marszałkowski) półtora miliona (!) na „darmowy” koncercik tenora dla „szerokich mas”...   A wszystko to w mieście, w którym upadło jedyne, duże wydawnictwo...

 Gdy w „nowoczesnej sztuce rządzenia” chodzi już tylko o „pijar”, podobnie jak w socjalizmie realnym, kiedy to „kulturę” jako propagandę stawiano zaraz po „organach”, jakże „sztuka nowoczesna”, przyssana do podatkowych pieniędzy i do politycznie poprawnej władzy ma być naprawdę odważna, twórcza, krytyczna... współczesna właśnie? Na to może sobie pozwolić tylko sztuka niezależna, a nie zamknięta w Klacie lizusostwa i ideologicznej, politycznej poprawności.

Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »