Celem tej strony jest bezpłatny dostęp do zamieszczanych tu tekstów bez ograniczeń i opłat.
Ci z Państwa, którzy chcieliby dobrowolnie wesprzeć wolne słowo pomagając rozwojowi strony - mogą dokonywać wpłat na podane niżej konta bankowe.

ZAPRASZAM!

Strona główna
Życiorys
Twórczość literacka
Szukaj
Napisz do mnie

MARIAN MISZALSKI

Konto złotówkowe:
ING Bank Śląski,
oddział w Łodzi,
nr konta bankowego: 
39 1050 1461 1000 0022 0737 9724

Konto dewizowe:
ING Bank Śląski,
nr konta bankowego:
94 1050 1461 1000 0022 9241 2620

niedziela, 17 grudnia 2017 r.
Strona główna
Ustawa pod Traktat Lizboński PDF Drukuj Email
03.04.2009.

( „Niedziela”, 29 marca 2009) W miarę jak poznajemy bliższe szczegóły projektu nowej ustawy medialnej, spółki autorskiej PO-SLD, utwierdzamy się w przekonaniu, że ta „ustawa kneblowa” ( jak nazywana jest już obecnie) przygotowana została z myślą o „nowym ładzie medialnym” pod rządami Traktatu Lizbońskiego, likwidującego suwerenność Polski.

Ustawa pod Traktat Lizboński

Nie przypadkiem zresztą: PO i SLD to przecież najwięksi orędownicy poddania Polski rządom Traktatu, więc politycznej degradacji Polski.

 Przede wszystkim ustawa ta nie likwiduje podporządkowania mediów publicznych władzy politycznej, a podporządkowanie to pogłębia: w zwiększonej KRRiTV więcej członków pochodzić będzie z politycznej nominacji parlamentu, niż obecnie... Jako zwodniczy wybieg potraktować należy zapisy, iż kandydatów do KRRiTV zgłaszać mają „organizacje twórcze”, zrzeszające „ludzi kultury”, i to spośród nich parlament dokonywać ma wyboru. „Ludzie kultury” (cokolwiek by rozumieć pod tym określeniem, a jest to określenie nader niejasne) też mają poglądy polityczne i trudno wyobrazić sobie, aby partie obecne w parlamencie, desygnujące członków KRRiTV, nie interesowały się ich poglądami. Ba! Zachodzi wielka obawa, że ten zapis nie tyle odpolityczni KRRiTV – co upolityczni samo życie kulturalne jeszcze bardziej, niż ma to miejsce obecnie: w trosce o  przychylność nominującej większości parlamentarnej „ludzie kultury” będą zabiegać o względy tejże większości. Tak zresztą dzieje się w tych państwach europejskich, które przyjęły podobne rozwiązania, i w których „polityczna poprawność” (czytaj: postmarksistowska ideologia) sączona jest  do kultury właśnie za pośrednictwem upolitycznionych w ten sposób mediów. Swoiste sprzężenie zwrotne: „twórcy kultury” wykazują się przed władzą polityczną swą „polityczną poprawnością” na niwie działalności artystycznej, a nominowani potem do nadzoru mediów publicznych upowszechniają tę ideologię via media publiczne. Straci na tym tylko polska kultura.

 Projekt ustawy spółki autorskiej PO-SLD, największych zwolenników Traktatu Lizbońskiego, więc zwolenników pozbawienia Polski suwerenności, niesie jeszcze inne zagrożenie. Przewiduje on, że regionalne stacje telewizyjne mają koncentrować się na „życiu lokalnym”. Jest to powrót do struktury informacyjnej osławionego Radiokomitetu z czasów komunistycznych. Logika informacyjna tamtego Radiokomitetu polegała na tym, że o sprawach ważnych, istotnych dla kraju mogła mówić tylko telewizja centralna, warszawska, a regionalne telewizje musiały zajmować się wyłącznie sprawami lokalnymi. W ten sposób blokowano już poprzez samą strukturę tego Radiokomitetu możliwość wyrażania się oddolnej, lokalnej opinii publicznej na tematy ważne dla całej Polski! Struktura ta odzwierciedlała komunistyczne rozumienie społeczeństwa, wedle którego „najmądrzejsi są w warszawskiej centrali”, a im niżej „w teren”, tym więcej „ciemnogrodu”, niegodnego roztrząsać spraw ogólnokrajowych, europejskich, światowych. Było to rozumienie społeczeństwa wedle leninowskiego „centralizmu demokratycznego”, pogardzającego narodem.

 Projekt ustawy medialnej autorstwa PO i SLD w całej rozciągłości powiela tamten właśnie model informacyjny, dlatego słusznie projekt tej ustawy już dziś nazywany jest  projektem „ustawy kneblowej”.

 Niepokoją czystki kadrowe, jakie już obecnie rozpoczęły się w telewizji publicznej (zauważamy np.,że dziennikarze „Rzeczpospolitej” są coraz rzadziej zapraszani do programów, pojawiają się tam natomiast coraz częściej osoby kojarzone z  lewicą); ale prawdziwe czystki zapowiada dopiero wspomniana ustawa (możliwość totalnej wymiany kadrowej w ośrodkach regionalnych z klucza politycznego). Niepokoi uzależnienie  tych regionalnych ośrodków od samorządów, w których – skutkiem wadliwego ustawodawstwa dopuszczającego szeroką możliwość ingerencji samorządów w życie gospodarcze – nepotyzm ma się nie gorzej, niż na szczeblu władzy centralnej...

 Oglądając ów projekt ustawy medialnej w szerszym kontekście i perspektywie - trudno mieć złudzenia: jest to próba zaprzęgnięcia przez PO i SLD mediów publicznych do propagandy Traktatu Lizbońskiego, a potem – do utrwalania jego „dobrodziejstw” w społecznej świadomości.

 Dodajmy i to: proponowane zastąpienie „abonamentu” (podatku od posiadania telewizora lub radia) – specjalnym podatkowym „funduszem budżetowym” nie osłabia, a wzmacnia polityczny nadzór nad publicznymi mediami i zrywa tę wątłą, może nawet i wątpliwa, ale jednak istniejącą więź między nadawcą a odbiorcą, jaka istnieje dotąd. Do tej pory ci odbiorcy, którym podobał się program telewizji i radia publicznego, mogli dawać temu wyraz, płacąc „abonament”. Wedle projektu nowej ustawy - o budżecie mediów publicznych decydować mają wyłącznie partie polityczne, mające większość w Sejmie... Jest więc to powrót do PRL-owskiej reguły, że „publiczne” jest to, co „partyjne”. Nie musimy podzielać takiego rozumienia  „publiczności” i nie podzielamy.

Marian Miszalski

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »