Kilka natarczywych pytań
10.01.2018.

                                                

             Kilka natarczywych  pytań do uporczywie  milczącego rządu

  W związku z opisanym szczegółowo w ostatnim numerze „NC”  olbrzymim niebezpieczeństwem, jakie niesie dla Polski ustawa zwana  Act S.447 (JUSTICE) złożona w Kongresie amerykańskim 12 grudnia ub.roku z inicjatywy lobby żydowskiego, i wobec  niewykluczonego,  bardzo prawdopodobnego  podpisania jej  przez prezydenta Trumpa – rodzi się kilka pilnych pytań.

  Po pierwsze właśnie:  jakie jest prawdopodobieństwo, że prezydent Trump tę ustawę podpisze?

   Zarówno uznanie przez Trumpa całej Jerozolimy za stolicę Izraela, jak niedawne podpisanie tajnego traktatu amerykańsko-izraelskiego skierowanego przeciw Iranowi świadczy, że Trump zabiega o poparcie żydowskiego lobby w Ameryce, z którego większością poróżniła go kampania wyborcza i same wybory (lobby to w swej większości poparło Clintonową),  i która to większość atakuje go do dzisiaj. Wprawdzie Trump w swej kampanii wyborczej od razu zapowiedział, że stosunki z Izraelem są dla niego bardzo ważne ze względu na rolę, jaka Izrael odgrywa dla polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie – ale przecież nie powstrzymało to większości lobby żydowskiego w Ameryce od  atakowania go zarówno podczas kampanii wyborczej, jak i obecnie. Oznacza to, że Trumpowi nadal zależy na „ugłaskaniu” tego lobby i pozyskaniu jeśli nie przychylności, to przynajmniej jego  neutralności. W polityce jak to w polityce - może ją sobie tylko kupić.  Uznanie całej Jerozolimy za stolicę Izraela jest z pewnością takim zachęcającym do zgody gestem, ale o stosunkowo małej, bo głównie symbolicznej wartości.  Natomiast nie znamy treści tajnego traktatu USA-Izrael, nie możemy zatem oceniać, w jakiej mierze jego postanowienia wyrażają  amerykańską rację stanu, a w jakiej  mierze są tylko polityczną  łapówką Trumpa dla pozyskania przychylności żydowskiego lobby w Ameryce.

Jest zresztą oczywiste, że strona żydowska będzie w tej grze z Trumpem  podbijać swoją cenę… Dlatego sadzę, że prawdopodobieństwo podpisania przez Trumpa tej ustawy jest bardzo duże. Jego prezydentura jest dla niego ważniejsza, niż 65 miliardów dolarów do zapłacenia przez Polskę… - czemu nie miałby tak właśnie  kalkulować?...

Po wtóre: dlaczego polski rząd wymownie milczy w tej sprawie, nawet mimo interpelacji złożonej przez posła Roberta Winnickiego i powszechnej już znajomości tego faktu przez polską opinię publiczną? Dodajmy, że Robert Winnicki w swej interpelacji zadał szersze pytanie: czy po 1989 roku jakiś rząd polski poczynił stronie żydowskiej jakieś zobowiązania dotyczące żądań przedsiębiorstwa holocaust? Wolno rozumować  następująco: gdyby żaden rząd polski żadnych takich zobowiązań nie poczynił - odpowiedź na interpelację posła Winnickiego nie powinna nastręczać  żadnych kłopotów; jeśli jednak takie tajne, zatajane przed polską opinią publiczną zobowiązania padły – rząd miałby poważne kłopoty z wytłumaczeniem tego zatajenia… Czy właśnie dlatego – uporczywie milczy?...Czy dlatego, że rząd milczy – milczą i „niezależni” dziennikarze i komentatorzy z publicznej TV, z „Saloniku politycznego” i innych tego rodzaju „oaz” wolnego niby słowa?... Czy aby nie kompromitują w ten sposób swej dziennikarskiej „niezależności”?... Czyżby dotykali  granicy swej „niezależności”,  której przekroczyć nie  mają już odwagi?.. Skąd ta wewnętrzna cenzura akurat w tej sprawie?...

Po trzecie: wspomniana ustawa, nawet jeśli Trump jej nie podpisze, leżeć będzie w Kongresie i w Białym Domu oczekując stosowniejszej okazji… Innej prezydentury?… - podobnie jak  dość długo „ugorowała” decyzja o uznaniu całej Jerozolimy za stolicę Izraela, zanim akurat Trump ją podpisał. Nie jest to zatem dla Polski sprawa dobrych relacji akurat  z tym  amerykańskim prezydentem, bo  po uchwaleniu tej ustawy przez Kongres staje się już ona  czymś na kształt topora powisającego nad głową skazańca. Tym pilniejszą kwestią staje się wypracowanie trwałego, jasnego i zdecydowanego stanowiska przez polski rząd (bez względu na polityczne zaplecze) i polską politykę zagraniczną w tej niebywale doniosłej kwestii. Czy rząd premiera Morawieckiego wypracował już jakieś stanowisko? Czy Jarosław Kaczyński ma w tej kwestii jakieś przemyślenia i perspektywę, z którymi chciałby podzielić się z opinią publiczną?

 I to nie jest bez znaczenia, że przecież sam prezydent Trump (jest on przecież prezydentem amerykańskim, a nie polskim) może używać straszaka w postaci podpisu pod tą ustawa jako  formy nacisku na polskie władze, by  – niekoniecznie zgodnie z polską racją stanu – spełniała żądania strony amerykańskiej. 

Wymowne milczenie, jakie zapadło w tej sprawie zarówno w MSZ, jak w „niezależnej” TVP skłania do przypuszczenia, że rząd – który odbył przecież sesję wyjazdowa w Izraelu – został całkowicie zaskoczony tą inicjatywą ustawodawczą w amerykańskim Kongresie i zwyczajnie nie wie, jak zareagować! Więc nie reaguje wcale…

Rodzi się zatem kolejne  pytanie: jak polski rząd  mógłby i powinien – przynajmniej – zareagować  na obecnym etapie sprawy?

Wydaje się, że kluczową kwestią jest podniesienie i  upublicznienie przez polski rząd, dyplomację i media  argumentu, że wspomniany Act S.447 przyjmuje milcząco  r a s i s t o w s k ą  z a s ad ę dziedziczenia bezspadkowego, pozaustawowego i pozatestamentowego. Zasadę taka wyklucza zarówno ustawodawstwo amerykańskie, jak europejskie – w tym polskie. Gdyby zatem jakikolwiek prezydent Ameryki podpisał tę ustawę i w oparciu o nią wywierał naciski na Polskę – stawałby na pozycjach rasistowskich, absolutnie nie do przyjęcia w Polsce; nie tylko jako w kraju szczególnie doświadczonym rasistowskim ludobójstwem niemieckim i klasowym ludobójstwem sowieckim, ale w kraju, który żadnych przesłanek rasowych w swym prawie nie dopuszcza. Należałoby zatem głośno, bardzo głośno, postawić w międzynarodowej przestrzeni publicznej i dyplomatycznej pytanie: dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych chce opierać  swą politykę wobec Polski na rasistowskiej ustawie 447, przedkładanej mu do podpisu przez żydowskie lobby polityczne? Czy – wbrew swym deklaracjom i komplementom wygłaszanym podczas wizyty w Warszawie – uważa naród polski za mniej wartościowy od narodu żydowskiego, a Polskę za kraj,  który  administracji amerykańskiej wolno traktować na zasadzie rasistowskiej? Rząd polski powinien na forum międzynarodowym podnieść też  kwestię terminu „mienie pożydowskie”, który nie ma żadnego odpowiednika w polskim, europejskim i amerykańskim prawie cywilnym. Własność po zmarłych, którzy nie mają spadkobierców ustawowych ani testamentowych przechodzi  na skarb państwa: tak w Polsce, jak w Europie i w Ameryce. Czy nie pora więc głośno, z międzynarodowym echem i jak najszerszym pogłosem zapytać  Biały Dom dlaczego tę powszechna zasadę prawa, obowiązująca w całej cywilizacji łacińskiej – uchylić chce w odniesieniu do Polski i zastąpić trybalną i rasistowska zasadą: po zmarłych Żydach (bez ustawowych spadkobierców lub bez testamentu) dziedziczą… jacykolwiek inni Żydzi albo nawet „organizacje żydowskie”?!...

 …Być może – w co jednak wątpię…-  nasza dyplomacja podjęła już jakieś kontr-kroki w Waszyngtonie, w Białym Domu. Ale nawet gdyby tak było, i nawet uzyskała już od prezydenta Trumpa jakieś zapewnienia lub gwarancje – problem nie zniknie wraz z tymi zapewnieniami czy gwarancjami, nawet, gdyby prezydent Trump z nich się wywiązał. Problem przeniesie się na kolejną prezydenturę.

  Stawka w tej grze jest o wiele większa i bardziej brzemienna w możliwe  konsekwencje (nie do odwrócenia), niż sankcje, którymi postrasza Warszawę Bruksela.

Czy zatem rząd przemówi – czy będzie udawać: Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało?...

                                                                                               Marian Miszalski